poniedziałek, 27 października 2014

Weekend pod znakiem pasji, czyli relacja z Targów Hobbystycznych w Poznaniu



Na Wszych blogach aż wre od refleksji i komentarzy na temat Targów Książki w Krakowie. Mnie tam nie było, bo do Krakowa mam strasznie daleko. Jednak weekend spędziłam także pod znakiem pasji. Wspólnie z rodziną odwiedziliśmy Targi Hobbystyczne w Poznaniu. Prezentują się na nich pasjonaci modelarstwa i to w szeroko pojętym rozumieniu. Można obejrzeć z bliska makiety kolejek, modele kartonowe albo tradycyjne modele do sklejania. Mój małżonek należy do takich właśnie pasjonatów i sam także buduje własną makietę, którą być może kiedyś Wam pokażę. Patrząc na makiety prezentowane na Targach doszłam do wniosku, że makieta mojego męża jest o niebo lepszaJ. Każda pasja warta jest tego aby ją pielęgnować i rozwijać. Lubię patrzeć na ten błysk w oku osoby opowiadającej o swoim hobby. Pasja zdecydowanie ubogaca szarą codzienność i pozwala choć na chwilę się od niej oderwać.



Od ubiegłego roku Targi Hobbystyczne odbywają się równolegle z Tarkami Gier (wybaczcie, ale nie wiem jak fachowo się nazywają). Przyciągają takie rzesze fanów, że aż trudno uwierzyć. W tym roku organizatorzy zawiedli, bowiem kolejki były gigantyczne, chętnych sporo, a miejsca zabrakło.  Po cichu powiem Wam, że ogromnie się z tego powodu cieszyłam, bo mój starszy syn koniecznie chciał się tam wybrać. Gdy tylko pomyślałam sobie, że będę musiała kwitnąć z nim pośród rozemocjonowanych nastolatków to zwyczajnie szlag mnie trafiał. Ale jak widać opatrzność nade mnę czuwała i oszczędzone mi zostały katusze.



Odwiedziliśmy także Targi Zoologiczne, gdzie można było napatrzeć się do woli na przepiękne akwaria, ptaki i całe mnóstwo egzotycznych zwierząt. Zabrakło mi jednak akcesoriów dla psiaków, a obiecałam naszej suni, że przywieziemy jej niespodziankęJ.





Po emocjach targowych pojechaliśmy do City Center (dla niewtajemniczonych to jedno z większych centów handlowych w Poznaniu). No i wyszła ze mnie prowincjonalna gąska. Przerosła mnie ilość ludzi, tłumy młodzieży, kolejki, nieustający hałas itp. Zatęskniłam do domu, stukającej w okno jabłonki, klonów sypiących liśćmi i mojej oswojonej codzienności. Kiedyś lubiłam wypady do Poznania, teraz też, ale … już inaczej.







piątek, 24 października 2014

Fabio Volo "Pierwsze światła poranka"

Fabio Volo "Pierwsze światła poranka" recenzja książki
Autor: Fabio Volo
Tytuł: "pierwsze światła poranka"
Wydawnictwo: Muza
rok wydania: 2013
ilość stron: 208
moja ocena: 4,5/6




Gdzieś na granicy pomiędzy snem a jawą znajduje się miejsce, w którym mieszkają najskrytsze pragnienia. Trudno znaleźć do niego drogę. Łatwo zgubić  się w gąszczu zahamowań, wstydu i chęci dopasowania do innych. Kto raz zejdzie z tej drogi, już nigdy na nią nie wróci. Kto jej nie znajdzie, nie dowie się co to szczęście.

Elena ma wszystko, o czym zawsze marzyła. Mąż, dobra praca, pieniądze … czego chcieć więcej? A jednak, czy tego chce czy nie, małżeństwo coraz bardziej ją przytłacza. Ma wrażenie, że dusi się w tym związku, a Paolo wzbudza w niej coraz więcej negatywnych myśli. Pewnego razu na Elenę zwraca uwagę przystojny kolega z pracy. Początkowo nie reaguje na jego zaloty i sama przed sobą udaje, że nie sprawiają jej one przyjemności. Przychodzi jednak moment, że przestaje ze sobą walczyć. Dokąd zaprowadzi ją droga, na którą świadomie wkroczyła?

„Pierwsze światła poranka” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Fabio Volo. Książkę wygrałam w jakimś konkursie i przeleżała na mojej półce czekając na swoją kolej. Być może właśnie dlatego nie do końca byłam przygotowana na to, co w niej zastałam. Autor wkracza w delikatną sferę kobiecego umysłu, próbując odnaleźć cienką granicę pomiędzy miłością a pożądaniem. Czy pragnąć to to samo co kochać? Czy pożądanie można pomylić z miłością? Autor odsłonił przed czytelnikiem tajniki kobiecej duszy. Odważnie pokazał to co zazwyczaj pomijane jest milczeniem. Niektóre opisane w książce sceny z całą pewnością zaliczyć można do odważnych. Autor balansuje na granicy dobrego smaku. Fabuła ma cechy pamiętnika. Narratorką jest Elena, która snuje swoją opowieść z perspektywy czasu, wspominając to co się wydarzyło. Tym samym fabuła opatrzona jest również w komentarz osoby bogatszej w doświadczenia.

Temat poruszony w powieści jest banalny i stary jak świat. Konflikt marzeń i rzeczywistości, wzajemne niedopasowanie, oddalenie się od siebie i w końcu zdrada. Autor przełamał jednak stereotyp znudzonego małżeństwem mężczyzny i obsadził w tej roli kobietę.


„Pierwsze światła poranka” to także powieść o trudnych życiowych wyborach, które nie zawsze prowadzą tam, gdzie byśmy chcieli, o potrzebie akceptacji i odkrywaniu własnych pragnień.

środa, 22 października 2014

Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze" zapowiedź

źródło

Niebawem swoją premierę będzie miała powieść "Trzy odbicia w lustrze" Zbigniewa Zborowskiego. Mnie opis tej książki mocno zaintrygował. Przeczytajcie i przekonajcie się sami.

Czy można ocalić miłość, kiedy świat wokół płonie? Jak wziąć w ramiona dziecko, kiedy ręce ma się unurzane we krwi? Latem 1939 roku Zosia marzyła o lepszym życiu. O tym, by się na dobre wyrwać z biedy warszawskiego Powiśla, zdobyć wykształcenie i spokojną przyszłość. Prawie się jej udało. Prawie. Ostatecznie jednak wszystko poszło nie tak. I to nie tylko za sprawą wojny, która zastała ją w majątku ziemskim na Wołyniu, do którego wkrótce wtargnęli Sowieci. Przede wszystkim podjęła jedną złą decyzję, która zaważyła na całym jej życiu.  Może to skutek klątwy rzuconej na nią jeszcze przed wojną? Zosia przeciwstawia się złu, uzbrojona jedynie w miłość. Do swojej córki, do wypróbowanych przyjaciół i… do tajemniczego mężczyzny o oczach anioła, którego wojna zamieniła w demonicznego mściciela. Czy to wystarczy, by wygrać i rozwiązać zagadkę przeznaczenia? A jeśli tak, to czy można cofnąć fatum? I jaka jest tego cena?

Z tymi pytaniami, w ogniu płonącej Warszawy, w uścisku powojennego terroru, w cieniu rodzinnych tragedii, w gorączce uczuć i labiryntach raczkującego kapitalizmu, zmierzyć się  będzie musiała nie tylko Zosia, ale także jej córka, a potem wnuczka. Znalezienie właściwej odpowiedzi zajmie im siedemdziesiąt pięć lat.



„Pełna zaskakujących zwrotów akcji saga rodzinna wciąga bez reszty aż do ostatniego akapitu. Jest tu wszystko – zgrabna fabuła, tajemnica i pełnokrwiste postaci kobiet, których losy, ukazane na przestrzeni kilkudziesięciu lat, splatają się z historią. Czyta się jednym tchem! Czekam na ciąg dalszy :-)”

Urszula Zubczyńska, 
redaktor naczelna „Przyjaciółki”, „Pani Domu” i „Poradnika Domowego”


 
Zbigniew Zborowski - urodzony w 1966 roku, dziennikarz, podróżnik, mąż i ojciec Bruna oraz Jeremiego. Do niedawna także nurek eksplorujący zatopione głęboko na dnie Morza Bałtyckiego wraki. To właśnie w ładowni storpedowanego przez radziecką łódź podwodną w 1945 roku statku, przyszła mu do głowy  pierwsza scena sagi, której akcja zaczyna się tuż przed wybuchem II wojny światowej. W roku 2013 ukazała się jego pierwsza (napisana pod własnym nazwiskiem) książka „Nowy drapieżnik”.

niedziela, 19 października 2014

"Samotność ma twoje imię" Monika A. Oleksa

"Samotność ma twoje imię" Monika A. Oleksa
Autor: Monika A. Oleksa
Tytuł: "Samotność ma twoje imię:
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
rok wydania: 2014
ilość stron: 424
moja ocena: 5/6



Samotność nie jest niczym niezwykłym. Zagląda do wielu okien, puka do drzwi i nieproszona zostaje na dłużej. Mości sobie miejsce w sercu, by powoli malować świat na szaro. Czasem odchodzi przestraszona czyimś czułym gestem, życzliwym spojrzeniem. Zamiera przerażona dotykiem czyjejś ciepłej dłoni. Zasypia słysząc słowa „kocham cię”, które jak magiczne zaklęcie wprawiają ją w stan hibernacji. Jednak serce zarażone samotnością nigdy o niej nie zapomina.

Jedno spojrzenie wystarczyło aby przeszłość wdarła się w życie Ewy i zburzyła pozorny spokój, którym karmiła się od lat. Oczy, których blasku nie zgasił upływ czasu zabrały Ewę w sentymentalną podróż do świata utkanego z marzeń cienkich jak pajęczyna. A raczej złudzeń, którymi żyła od lat. Przez ułamek sekundy to spojrzenie, a z nim cały Mateusz należały tylko do niej. Jednak on przed laty wybrał inną. Stała teraz przy jego boku, wypełniając sobą miejsce, które należało się jej, Ewie. Przypadkowe spotkanie uruchomiło lawinę wspomnień. Wspomnień, które na zawsze powinny zostać uśpione.


W życiu każdego człowieka przychodzi moment, kiedy staje oko w oko z samotnością. Nie wszystkie troski da się dzielić na pół. Samotność ma wiele twarzy. Czasem jest stanem przejściowym, a czasem staje się wierną towarzyszką już na zawsze. Czytając powieść Pani Moniki A. Oleksy zrozumiałam, że jest to pewien stan umysłu, w który często sami się wpędzamy. Mimo najszczerszych chęci nie byłam w stanie polubić Ewy. Zbudowała swój świat na złudzeniach, zamknęła się w sobie, nie dopuszczając okruchów szczęścia ani nie dając sobie do niego prawa. Gdyby tylko Ewa otworzyła szerzej oczy i przestała skupiać się na niemożliwym dostrzegłaby jak wiele otrzymała od losu. W końcu ma babcię, na którą zawsze może liczyć, przyjaciółkę, która dzieli z nią każdą troskę, ma pracę, która jest dla niej pasją, a jakby tego było mało, los stawia na jej drodze cudownych ludzi, którzy służą mądrą radą. I gdzie tu miejsce na samotność? Czy naprawdę może ją wypełnić tylko Mateusz? Jeszcze niedawno odpowiedziałabym, że tak, ale po przeczytaniu książki Pani Oleksy zmieniłam zdanie. Samotność można oswoić, nauczyć się z nią żyć, cieszyć się z drobnostek, a przede wszystkim nie budować życia na tak kruchych fundamentach, jak „co by było gdyby”. Przynajmniej trzeba próbować, na przekór upartemu sercu, które podpowiada co innego.

Co wyróżnia dobrą książkę? Z pewnością nie idealni bohaterowie, którzy żyją w świecie jak z bajki. Dobra powieść zmusza do myślenia, a postaci w niej opisanych wcale nie trzeba lubić. Ważne, że tak jak Ewa, wnoszą coś nowego do naszego życia, dają inne spojrzenie na pewne problemy, dzięki czemu łatwiej nam, czytelnikom spojrzeć z boku na własne życie.

„Samotność …” to powieść utkana z emocji. W książce, tak jak w życiu często biorą one górę nad rozsądkiem. Trudno jest zmienić nasze subiektywne odczucia, zaprogramować się na szczęście bądź wmówić sobie, że od dziś przestaję żyć tęsknotą i zaczynam po prostu czerpać radość z tego co mam. To trudna sztuka. Człowiek albo się z tą zdolnością rodzi, albo musi ją sobie przyswoić ucząc się na błędach.


Dawno już nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tyle emocji i skłoniła do aż tak wielu przemyśleń. Gorąco zachęcam do lektury „Samotności…”, która i dla Was może stać się podróżą w głąb siebie i swoistą lekcją życia.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Zysk i S-ka



Jak Wam się podoba moja zakładka?





piątek, 17 października 2014

Magdalena Kawka "W zakątku cmentarza, czyli koniec wieczności" już wkrótce premiera



Niedługo 1 listopada. Dzień kojarzący się z tym co nieuchronne. Chyba rzadko kto lubi spacer wśród płonących zniczy, z których każdy przypomina o kimś, kogo już nie ma. Ja należę do wyjątków, bowiem lubię atmosferę tego dnia. 
Myślę, że najnowsza powieść Pani Magdaleny Kawki doskonale wpasuje się w listopadowy nastrój. Już nie mogę się jej doczekać.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje na cmentarzu, gdy za ostatnim odwiedzającym zamyka się brama? Jakie emocje, namiętności i obawy kłębią się między nagrobkami? Czy wiecie ile samozaparcia potrzebuje Artystka, by zdobyć choćby lichą pomadkę, która podreperuje jej nadwątloną śmiercią urodę?
A Poeta? Ileż, biedak musi przerzucić rozmokłych kartonów po zniczach, zanim znajdzie jeden, na którym da się coś zapisać...
Po drugiej stronie życia zwykłe, codzienne czynności zyskują inny wymiar i stwarzają niewyobrażalne trudności. Zwłaszcza, gdy człowiek nieustannie obawia się świateł znad łąki oraz tajemniczej Kobiety z Klasą, o której krążą potworne historie.
I gdy najbardziej ze wszystkiego boi się utraty wieczności.

Skusicie się na tę książkę? Czy to coś dla Was? Ja jestem zaintrygowana.



czwartek, 16 października 2014

"Pegaz. Ogień życia" Kate O`Hearn

Kate O`Hearn, "Pegaz. Ogień życia", recenzja książki
Autor: Kate O`Hearn
Tytuł: "Pegaz. Ogień życia"
Wydawnictwo: Papilon
Rok wydania: 2014
ilość stron: 344
moja ocena: 5,5/6








W czasach szkolnych mitologia była dla mnie wielkim odkryciem. Z zapartym tchem śledziłam pełne niebezpiecznych przygód losy bogów, którzy choć obdarzeni nadprzyrodzonymi zdolnościami, często posiadali też typowo ludzkie słabości. Chociaż dziś nie jestem wielką miłośniczką fantastyki to jednak po książkę Kate O`Hearn „Pegaz. Ogień życia” sięgnęłam z ogromną ciekawością.

Pewnej nocy nad Nowym Yorkiem szaleje wyjątkowo groźna burza. Pioruny ciskają z ogromną mocą, siejąc wśród ludzi panikę. Trzynastoletnia Emily jest w domu sama. Jej mama zmarła trzy miesiące temu, a tata jako policjant ma w pracy pełne ręce roboty. Po wyjątkowo silnym uderzeniu pioruna całe miasto zostaje pozbawione prądu. Jakby tego było mało, z dachu dochodzą dziwne dźwięki. Odważna dziewczynka postanawia sprawdzić, co tam się dzieje. Odkrycie, którego dokonuje na zawsze zmienia jej życie.

Sięgając po powieść „Pegaz. Ogień życia” nie sądziłam, że będzie to aż tak emocjonująca przygoda. Autorce bardzo zgrabnie wyszło połączenie fantastycznego świata mitów rzymskich z rzeczywistością. Niezwykle plastyczny język i realistyczne opisy sprawiają, że bardzo łatwo wyobrazić sobie mityczną Dianę stąpającą po ziemi, bądź śnieżnobiałego Pegaza szybującego nad Nowym Yorkiem. Fabuła rozbudza ciekawość i zachęca do zapoznania się z mitologią. Nie sądziłam, że powieść skierowana raczej do młodszej grupy wiekowej tak bardzo mnie wciągnie. Podziwiałam odwagę Emily, waleczność Pelena, a magia Pegaza sprawiła, że z ogromną ciekawością przewracałam kolejne strony książki. Każdy opisany przez Autorkę bohater ma w sobie to coś co może przyciągnąć młodego czytelnika. Czy to będzie spokój i opanowanie Emily, buńczuczność Joela czy też niezwykłość Pegaza to już zależy wyłącznie od upodobań młodzieży.

Powieść ma dwóch narratorów, Emily i Pelena - olimpijskiego złodziejaszka, który przez swoją pazerność spowodował wiele nieszczęść. Mimo tego to on właśnie wydaje mi się najciekawszą postacią powieści.


Co prawda naście lat skończyłam dawno temu, ale powieść Kate O`Hearn czytałam z wypiekami na twarzy. Jestem żywym przykładem tego, że książka może się spodobać nie tylko miłośnikom fantastyki, ale także osobom, które tak jak ja twardo stąpają po ziemi.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z Grupy Wydawniczej Publicat

                                          

sobota, 11 października 2014

"Klinika pod Boliłapką. Hopek nie może jeść" Liliana Fabisińska

Klinika pod Boliłapką, Hopek nie może jeść Liliana Fabisińska
Autor: Liliana Fabisińska
Tytuł: "Hopek nie może jeść"
Wydawnictwo: Papilon
rok wydania: 2014
ilość stron: 96
seria: Klinika pod Boliłapką
moja ocena: 6/6





Książeczki z tej serii:
"Maksio ma kłopoty"
"Pierrota bolą kopytka"
 "Muszka, która nie umie latać"
 "Jeżynka nie chce się bawić"

W Klinice pod Boliłapką trwają przygotowania do ślubu doktor Magdy i Pawła. Kajtek i Dominika bardzo przeżywają tę uroczystość i nie są w stanie o niczym innym myśleć. Jednak w dniu ślubu okazuje się, że mama zniknęła. Dzieci nie mogą się do niej dodzwonić. Jakby tego było mało w klinice zjawia się mały chłopiec z chorym króliczkiem w transporterze. Franio twierdzi, że nikt nie wie o jego wyprawie, a gdy dowiaduje się, że w klinice nie ma żadnego weterynarza, wpada w rozpacz. Chłopiec nie jest w stanie powiedzieć jak się nazywa ani gdzie mieszka. Jedno jest pewne: mały nie ruszy się spod kliniki dopóki ktoś nie pomoże jego małemu przyjacielowi.

Tym razem Pani Liliana Fabisińska zaserwowała czytelnikom naprawdę przednią zabawę. Czytając uśmiałam się do łez. Momentami, tak jak i w życiu sytuacja wymykała się spod kontroli. Totalny chaos i zamieszanie brały górę. Bliźniaki musiały poradzić sobie same z sytuacją, która przerosłaby niejednego dorosłego. I tym razem młodzi czytelnicy mają okazję dowiedzieć się czegoś nowego o zwierzakach, ich nawykach i pielęgnacji. Fachowe informacje przekazane są w prosty i przystępny sposób. Choć w tej akurat książeczce to nie one wysuwają się na plan pierwszy. Oczywiście tytułowy króliczek wymaga pomocy, a jego mały właściciel zdobywa cenną wiedzę na temat opieki nad pupilem. Jednak głównym tematem pozostaje ślub i wszystko co z nim związane. Pani Fabisińska tym razem postawiła na humor. „Hopek nie może jeść” to przezabawna komedia pomyłek, która rozbawi nawet największego ponuraka.

Z książeczki płynie też bardzo ważne przesłanie, szczególnie dla nas – dorosłych. Tak naprawdę nie jest ważne, jakie mamy na sobie rzeczy, jakimi jeźdźmy samochodami, ale to żebyśmy byli z tymi, których szczere kochamy. Powinniśmy uczyć tego nasze dzieci dając im przykład. Dobrym początkiem będzie lektura tejże książeczki.


Niestety rozwody nie są dziś niczym niezwykłym. Wiele dzieci musi borykać się z rozstaniem rodziców. To ogromne przeżycie dla każdego malucha. Rozstaniu zazwyczaj towarzyszą wielkie emocje, a co za tym idzie ogromy stres. Pani Fabisińska pokazuje, że mimo wszystko można rozejść się w sposób kulturalny, ułatwiając tym samym dzieciom odnalezienie się w nowej sytuacji. Kajtek i Dominika również bardzo przeżyli rozwód rodziców, który początkowo także był dość burzliwy. Z czasem jednak zaakceptowali nową żonę taty, a także doktora Pawła (którego sami przecież zatrudnili) w roli przyszłego męża mamy. Z pewnością dla dzieci nie jest to łatwe. Dlatego książeczki z serii „Klinika pod Boliłapką” szczególnie polecam maluchom, które będą musiały zmierzyć się z tym problemem.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z Grupy Wydawniczej Publicat
                                          

środa, 8 października 2014

Carpe diem

carpe diem, Anna Przybylska
źródło


Kiedy w niedzielę dowiedziałam się o śmierci Anny Przybylskiej byłam zszokowana. Poczułam się jakby odszedł ktoś bliski. Przecież nie znałam Jej osobiście, nie jestem nawet wielką fanką kina ani telewizji. A jednak ciągle widzę Jej śliczną uśmiechniętą twarz. Nie mogę przestać o Niej myśleć. Serce mi pęka na myśl o Jej dzieciach. Całe życie bez Mamy? Choćby były otoczone najczulszą opieką, nikt im Jej nie zastąpi. Żałoba to coś strasznego. Wżera się w serce i zatruwa umysł. Szczególnie jeśli nie ma się znikąd wsparcia. Wierzę jednak, że te małe istotki nie zostaną pozbawione fachowej pomocy.

Ten post miał nigdy nie powstać. W końcu jest to blog poświęcony książkom, a nie aktorom. Jednak od niedzieli nagromadziło się we mnie tyle emocji, że po prostu muszę się nimi z Wami podzielić. Całym sercem wierzę w Boga, więc nie wolno mi pytać „dlaczego?”, choć ciągle to pytanie dźwięczy mi w głowie. Bóg każdemu z nas wyznacza drogę. Tylko On wie jak długo ona będzie trwała. A jednak trudno pogodzić się z nieuchronnością.  Szczególnie kiedy odchodzi tak młoda osoba. Może więc warto wczytać się w słowa Ani Przybylskiej i przewartościować swoje życie. Nie tylko zastanowić się nad tym, co jest dla nas najważniejsze, ale przede wszystkim wcielić owe priorytety w życie. Wiem, że wbrew pozorom nie jest to łatwe.  

Kiedy po Twoim policzku spłynie ostatnia łza, a w sercu wybrzmią ostanie akordy żałobnej melodii, pomyśl, że Twoja droga wciąż mknie ku nieuchronności. Jeszcze wiele możesz na niej zmienić. Spróbuj...

poniedziałek, 6 października 2014

"Klinika pod Boliłapką. Jeżynka nie chce się bawić" Liliana Fabisińska

Liliana Fabisińska, Klinika pod Boliłapką, Jeżynka nie chce się bawić, recenzja książki
Autor: Liliana Fabisińska
Tytuł: "Jeżynka nie chce się bawić"
Wydawnictwo: Papilon
rok wydania: 2014
ilość stron: 96
seria: Klinika pod Boliłapką
moja ocena: 6/6
Książeczki z tej serii:
"Maksio ma kłopoty"
"Pierrota bolą kopytka"
                                                                     "Muszka, która nie umie latać"



Piotrek od dawna marzył o własnym zwierzaku. Rodzice jednak w nieskończoność odkładali tak ważną dla niego decyzję. Kiedy na świat przyszła jego mała siostrzyczka Michasia, okazało się, że jest alergiczną. Piotrek musiał pożegnać się z marzeniami o własnym psie lub kocie. Jakież więc było jego zdumienie, gdy pewnego dnia mama wręczyła mu słoik z malutkim jeżykiem. Chłopiec zakochał się w pupilce od pierwszego wejrzenia. Bardzo starał się aby Jeżynce było u niego dobrze. Jednak pewnego dnia z przerażeniem zauważył, że mała jest osowiała i często się drapie. Postanawia nakłonić rodziców do wizyty u weterynarza jednak ciągle coś im przeszkadza. Czy Piotrkowi uda się w końcu przekonać rodziców? Czy Jeżynka naprawdę jest poważnie chora?

Klinika pod Boliłapką tym razem przygarnęła pod swe skrzydła nietypowego gościa. Jeże pigmejskie nie należą do popularnych zwierzątek. Przyznam, że sama nie wiedziałabym jak się takim maleństwem opiekować. Książeczka pani Fabisińskiej z pewnością nie jest poradnikiem, a jednak w bardzo przystępny i prosty sposób wyjaśnia podstawowe zasadny hodowli jeżyków.

Autorka zwróciła też uwagę na pewien problem, który dotyczy bardziej nas, rodziców. Często bowiem nie słuchamy naszych pociech, bagatelizujemy ich lęki i problemy, które nam wydają się błahe. Tymczasem dla dziecka może to być sprawa życia i śmierci. Zostawione samo sobie może poczuć się zlekceważone bądź też podejmować nie zawsze rozsądne działania na własną rękę. Piotrek okazał się doskonałym opiekunem i przede wszystkim świetnym obserwatorem. Bezbłędnie zinterpretował niepokojące objawy, chociaż gdyby nie dziadek, decyzja którą podjął mogłaby mieć tragiczne skutki.


Obecnie sporo jest na rynku książeczek dla dzieci. Często ich tematyka związana jest ze zwierzętami. Jednak moim zdaniem seria o Klinice pod Boliłapką zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Przede wszystkim ich fabuła jest precyzyjnie skomponowana. Książeczki napisane są rzetelnie bowiem wszelkie zwierzęce choroby konsultowane są z weterynarzem. Język, którym posługuje się Pani Fabisińska jest prosty i przystępny. A co najważniejsze, dzieci zachowują się jak dzieci, a nie jak mali dorośli. Nie są chodzącymi ideałami, nie zawsze zachowują się grzecznie, popełniają błędy i mają swoje dziecięce humory. Dzięki temu łatwiej młodym czytelnikom identyfikować się z bohaterami książeczek, a nam rodzicom łatwiej  przyswoić dziecku podstawowe zasadny dobrego zachowania. Świetna lektura dla całej rodziny.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z Grupy Wydawniczej Publicat

                                       

piątek, 3 października 2014

Nowości Wydawnictwa M


  
Obrazek Siedem grzechów głównych dzisiaj


Joanna Petry-Mroczkowska - 7 grzechów głównych dzisiaj
Jak dziś rozumieć nauczanie o siedmiu grzechach głównych? Jakich sfer ono obecnie dotyczy? Czym dla współczesnego człowieka jest grzech?

Książka, którą trzymają Państwo w rękach, pokazuje zderzenie nauczania Kościoła w kwestiach moralnych z kondycją duchową współczesnego człowieka. Dr Joanna Petry-Mroczkowska jest cenioną katolicką publicystką i autorką wielu książek. Mieszka w USA i w Polsce. Od lat, z perspektywy tych dwóch krajów, wnikliwie obserwuje zmiany we współczesnej kulturze i jej wpływ na chrześcijaństwo. 



Obrazek Łowcy wolności 

Robert Tekieli – Łowcy Wolności

Łowcy wolności to kontynuacja nagrodzonej na Targach Wydawców Katolickich w 2013 r. książki Zmanipuluję cię, kochanie. Robert Tekieli przytacza historie ludzi stykających się z różnymi formami niechrześcijańskich duchowości. Jak przekonuje autor, efekty tych spotkań są zwykle bardzo podobne i narażają na liczne duchowe niebezpieczeństwa.
Zachęcamy wszystkich czytelników, którym nie są obojętne współczesne zagrożenia, do wnikliwej lektury tej pozycji.

                                                  *     *     *

W latach sześćdziesiątych w Kalifornii rozpowszechnił się nowy sposób przeżywania świata – New Age. Dziś jest obecny w całej kulturze. Skrajnie różni się od dwóch potężnych nurtów umysłowych, humanizmu materialistycznego i humanizmu chrześcijańskiego, które współtworzyły nowożytną cywilizację zachodnią – cywilizację naukowo-chrześcijańską. Światopogląd New Age jest powrotem do pogaństwa, wbrew zapewnieniom o swej nowości. Jest zaprzeczeniem rozumu, odnowieniem przesądów, powrotem do zabobonów.


Obrazek Medytacje różańcowe

Niezbędna pomoc przy rozważaniu tajemnic różańca świętego!

James M. Hahn to prawdziwy pasjonat różańca. Od 2005 roku prowadzi bloga na temat tej modlitwy,
a książka – jak sam stwierdza - została napisana po to, aby spełnić jego własne pragnienie pełniejszej kontemplacji tajemnic różańcowych.

Autor odwołuje się zarówno do odnowy różańca postulowanej przez św. Jana Pawła II w „Liście o Różańcu Świętym”, jak również do pism św. Josemaríi Escrivy de Balaguera, który pisał, że „modlitwa musi być zakorzeniona w sercu tak, aby podczas odmawiania różańca umysł mógł zagłębić się w kontemplacji każdej z tajemnic”.

Książka zawiera siedem propozycji rozważań różańcowych opartych na Biblii, z których każda prowadzi do pogłębienia i zarazem zrozumienia innego aspektu życia. Tak więc mamy okazję, aby dzięki medytacji różańcowej zgłębiać w naszym życiu sens pracy, relacji małżeńskich i rodzinnych, Mszy Świętej, jak również odnaleźć prawidłowe odniesienie do problemów codziennego życia.

Dodatkowym walorem książki jest to, że jej autor jest człowiekiem świeckim i z takiej perspektywy dzieli się owocami swojej kontemplacji.

Książka może być nie tylko pomocna przy prowadzeniu nabożeństwa różańcowego w parafiach i różnych wspólnotach, ale także w modlitwie osobistej.

Unikalne cechy książki:

·         praktyczne i inspirujące medytacje różańcowe

·         adresowana zarówno do świeckich jak i duchownych
·         uniwersalizm przekazu
·         prostota języka