wtorek, 23 września 2014

"Związek do remontu" Romuald Pawlak

Romuald Pawlak "Związek do remontu" recenzja książki
Autor: Romuald Pawlak
Tytuł: "Związek do remontu"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
ilość stron: 296
seria: Babie lato
moja ocena: 4/6


Zegara biologicznego oszukać się nie da. Choćbyśmy wcześniej w ogóle nie brali pod uwagę powiększenia rodziny to trzeba się liczyć z tym, że pewnego dnia natura może się upomnieć o swoje. Jednak, jak mówi stare powiedzenie „w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz.”

Tak właśnie jest w przypadku Iśki i Rafała. Kiedy brali ślub, nie było mowy o dzieciach. Ona liczyła na karierę w bibliotece, a on dzieci uważał za małych, kłopotliwych krzykaczy. Przyszedł jednak moment, kiedy w Iśce zaczęło się coś zmieniać. Coraz bardziej pragnęła dziecka, ale Rafał nie chciał o tym nawet słyszeć. Manifestując swoją niechęć zaangażował się w protest mieszkańców kamienicy przeciwko budowie placu zabaw. Aby zyskać pewność, że przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, Rafał nawiązuje kontakt z lokalną mafią. Jednak czy w tym przypadku cel uświęca środki?

Jakiś czas temu czytałam „Póki pies nas nie rozłączy” Pana Romualda Pawlaka. Książka okazała się na tyle wciągająca, że gdy tylko zobaczyłam na bibliotecznej półce „Związek do remontu”, nie wahałam się ani chwili. Obydwie książki utrzymane są w podobnym stylu. Lekkie pióro Pana Pawlaka idealnie współgra z wciągającą i zabawną fabułą. Akcja rozgrywa się w niewielkim miasteczku, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą i trudno jest pozostać anonimowym. Autor, ze sporą dawką humoru i lekkim przymrużeniem oka przedstawia historię małżeństwa, które przechodzi kryzys. Powodem konfliktu jest dziecko, którego ona pragnie, a on coraz bardziej stara się jej udowodnić jak wielki błąd popełnia. Autor nie traktuje jednak tego problemu poważnie. Nie analizuje uczuć ani nie ocenia swoich bohaterów. Wikła ich za to w cały szereg przezabawnych sytuacji. Zdradzę Wam tylko, że w książce pojawia się pewien kot o dość dziwnej osobowości, objęty klątwą laptop i oczywiście lokalna mafia.


„Związek do remontu” to historia z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Idealna do czytania dla relaksu i poprawy nastroju.

środa, 17 września 2014

"Hotel na rozdrożu" Debbie Macomber

Debbie Macomber "Hotel na rozdrożu" recenzja książki
Autor: Debbie Macomber
Tytuł: "Hotel na rozdrożu"
Wydawnictwo: Mira Harlequin
rok wydania: 2011
ilość stron: 336
moja ocena: 4,5/6








Któż nie chciałby mieszkać w małym, sennym, nadmorskim miasteczku, w którym pozornie czas stoi w miejscu? Ludzie znają się od zawsze, a życie płynie leniwie odmierzane szumem morskich fal rozbijających się o brzeg. Czy takie miejsca w ogóle istnieją? Co tak naprawdę dzieje się pod strzechami uroczych, małych domków? Czy życie w takim miejscu to niekończąca się idylla, czy może subtelna gra pozorów?

Małżeństwo Peggy i Boba przeżywało wzloty i upadki. Niewiele brakowało aby nie wytrzymało próby czasu i piętrzących się problemów, których przyczyną był alkoholizm Boba. Teraz jednak najgorsze już jest za nimi. Emeryturę postanowili spędzić w Ceder Cove, prowadząc uroczy pensjonat. Ich sielanka kończy się, gdy w jednym z pokoi znajdują zwłoki mężczyzny. Gdy na jaw wychodzi tożsamość zamordowanego, Bob zaczyna się obawiać, że i jemu może grozić niebezpieczeństwo.

Jednak tajemnicze morderstwo nie jest jedynym problemem, z którym borykają się mieszkańcy Ceder Cove.
Grace Herman zawiodła kiedyś zaufanie Cliffa Hardinga. Czy mężczyzna wybaczy jej lekkomyślne zachowanie?
Cecylia i Ian Randal przeżywają trudne chwile po śmierci córeczki. Choć zdarzenie to miało miejsce trzy lata temu, dla nich sprawa jest ciągle żywa. Czy zdecydują się kiedyś na kolejne dziecko?
Choć Oliwia i Jack Griffinowie dopiero wzięli ślub, ich małżeństwo zdaje się już przechodzić kryzys. Czy przetrwają pierwsze problemy?
U innych nowożeńców, Maryellen i Jona Bosmanów sielanka małżeńska również nie trwa długo. Czy przeszłość Jona nie zburzy ich szczęścia?

„Hotel na rozdrożu” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Debbie Macomber. Autorka zaskoczyła mnie mnogością wątków, które jednak wzajemnie się przenikają i łączą. Wspólnym mianownikiem jest miejscowość, w której rozgrywa się akcja. Autorka prowadzi nas pełnymi uroku, romantycznymi uliczkami. Zaglądamy do małych domków obserwując życie ich mieszkańców. Jednak wbrew pozorom wcale nie jest ono sielankowe.


Początkowo gubiłam się w wątkach, myliły mi się postaci i ich problemy. Z czasem jednak nabrałam rozeznania w fabule i nie było już mowy o pomyłkach. W przypadku tej powieści trudno jest wskazać postaci pierwszo i drugoplanowe. Każdy z rozdziałów to odrębna historia, w której pierwsze skrzypce grają inne osoby. Biorąc pod uwagę pomysłowość Autorki, każda z tych opowieści mogłaby stać się tematem oddzielnej książki. Debbie Macomber zadbała aby każdy z bohaterów został wyraźnie nakreślony i miał ciekawą osobowość. Dlatego też czytając „Hotel na rozdrożu” z pewnością nie można się nudzić.

poniedziałek, 15 września 2014

Forma czy treść?

piękne okładki książek, forma czy treść
wszystkie okładki są piękne, prawda?
żadna jednak nie oddaje treści książki


Od dawna nosiłam się z napisaniem tego posta. Ostatecznie zdecydowałam się po przeczytaniu „Końca świata” Pani Izabelli Frączyk. Kiedy przeglądałam komentarze, które zamieściliście pod moją recenzją, zauważyłam, że większość z Was, podobnie jak i ja, zwróciła uwagę na przepiękną okładkę książki. Patrząc na nią aż czuje się to ciepło, rozmarzenie i romantyzm. Od razu polubiłam dziewczynę z okładki. Opis książki idealnie wpasowywał się w moje oczekiwania. Jak już wiecie sama powieść niestety mnie rozczarowała. Czytając zastanawiałam się, kim jest dziewczyna z okładki, bo z pewnością nie jest to Marylka. Nie chcę jednak pisać kolejnej recenzji tej samej książki, a jedynie zwrócić uwagę na pewien problem. Albo raczej chwyt marketingowy, na który my – miłośnicy książek często się łapiemy. Wyobraźcie sobie teraz, że jesteście w księgarni. Krążycie między pólkami szukając czegoś dla siebie. Na co w pierwszej kolejności zwracacie uwagę? Co sprawia, że książka Was woła, przyzywa i kusi? Okładka oczywiście.

Myślę, że każdy mól książkowy czuł się nie jeden raz rozczarowany książką, w której pokładał wielkie nadzieje. Mnie także zdarzało się to często. Zastanawiałam się wtedy co też takiego skłoniło mnie to tego aby sięgnąć właśnie po tę książkę. Odpowiedź nasuwała się sama. Oczywiście czytam opisy umieszczone z tyłu książki. Stanowią one wtórną selekcję, ale często również wprowadzają w błąd. Sugerują fabułę odbiegającą od treści, a często również zdradzają zbyt wiele szczegółów. Czasem zdarzało mi się, że po przeczytaniu książki nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż w opisie została zawarta cała jej treść.

Tak jak pisałam wyżej, czytając komentarze pod recenzją „Końca świata”, zauważyłam, że i Was przyciągnęła piękna okładka książki. A zatem nie jestem samaJ. Ciekawi mnie czym sugerujecie się, kupując książkę. Na co w pierwszej kolejności zwracacie uwagę. I czy intuicja czasem Was zawodzi?

piękne okładki książek, forma czy treść, okładki książek dawniej
tak dla porównania
okładki kiedyś...
Z pewnością tworzenie okładki to skomplikowany proces. Kręta ścieżka pełna pułapek zastawionych na nas, moli książkowych. Bazujących na naszych skrytych uczuciach, pragnieniach, niespełnionych marzeniach. Niektóre okładki chętnie oprawiłabym w ramkę, a treść wyrzuciła do kosza. Lubię pięknie wydane książki. Lubię też, kiedy okładka nawiązuje do fabuły. Cóż … jestem wzrokowcem i pewnie jeszcze nie raz dam sobie wcisnąć pięknie opakowany kit. Nie mam nic przeciwko przyciągającym wzrok okładkom, pod warunkiem jednak, że śliczny obrazek nie jest jedynym walorem powieści.


Zatem, moi drodzy, forma czy treść? Z góry znam Waszą odpowiedź, ale czy czasem forma nie rządzi nad treścią?


czwartek, 11 września 2014

"Koniec świata" Izabella Frączyk

Koniec świata, Izabella Frączyk, recenzja książki
Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: "Koniec świata"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2014
ilość stron: 336
moja ocena: 4/6





Kiedy tylko zobaczyłam „Koniec świata” Izabelli Frączyk w zapowiedziach Wydawnictwa Prószyński, po prostu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Kusiła piękna okładka utrzymana w ciepłych odcieniach bursztynu. Kusił też opis z tyłu książki, który zapowiadał wciągającą i ciekawą fabułę. Krótko mówiąc pokładałam w tej książce spore nadzieje.

Marylka to młoda i atrakcyjna dziewczyna, choć zupełnie nie zdaje sobie sprawy ze swych walorów. Jak większość kobiet uważa, że jest gruba i brzydka. Wyimaginowane niedoskonałości rekompensuje sobie w pracy. Świetnie radzi sobie w reklamie, całkowicie poświęcając się temu co robi. Odkąd zostawił ją narzeczony, nie ma ochoty na kolejne związki. Pewnego razu ze zdziwieniem zauważa, że zainteresował się nią najprzystojniejszy facet w całej firmie. Dlaczego ze zdziwieniem? Przecież ona jest gruba i brzydka, a on to chodzący ideał męskiej urody. Czy zainteresowanie Marcela jest szczere? No i czy Marylka zaufa jeszcze jakiemuś mężczyźnie?

Coż … muszę przyznać, że powieść dość mocno mnie rozczarowała. Być może moje oczekiwania były zbyt wielkie? A może po prostu spodziewałam się czegoś innego? Sądziłam, że jest to ciepła, mądra i życiowa historia współczesnej kobiety. Natomiast „Koniec świata” określiłabym raczej jako komedię romantyczną z niewielką dawką humoru, opisującą perypetie młodych ludzi z wyższych sfer. Ludzi, którzy żyją szybko i intensywnie. Za nic nie mogłam polubić Marylki, choć bardzo się starałam. Nie odnajduję się też w świecie prywatnych samolotów i prezentów od obcych mężczyzn w postaci sukienki od D&G. Drażnił mnie też sposób zachowania główniej bohaterki, jej skłonność do wszczynania kłótni z byle powodu. Przede wszystkim zaś nie podobał mi się język, w którym dosadne przekleństwa występowały równie często jak Imiona Boże. Zaś łatwe do przewidzenia zakończenie idealnie wyglądałoby na szklanym ekranie. Jeśli zaś chodzi o nawiązanie do końca świata, który miał nastąpić w 2012 roku to nie przypominam sobie aby trwało wtedy jakieś zbiorowe szaleństwo zakupowe i powszechny lęk przed tym co niby ma nastąpić.


Z każdej przeczytanej przeze mnie książki staram się wyciągnąć coś dobrego. Długo zastanawiałam się nad pozytywnymi cechami „Końca świata”. Na pierwszym miejscu postawiłabym piękną okładkę, choć pokazana na niej dziewczyna raczej nie pasuje do drapieżnej Marylki. Zaś co do samej fabuły to daleka jestem od stwierdzenia, że książka jest na wskroś zła i nie należy po nią sięgać. Po prostu nie trafiła w mój gust i oczekiwania względem niej. Myślę, że spodoba się osobom, które sięgając po książkę, pragną oderwać się od rzeczywistości i przez chwilę pożyć życiem pięknych i bogatych. 

wtorek, 9 września 2014

Wydawnictwo M zaprasza

Krzysztof Ziemiec, spotkanie, Klub Dziennikarzy pod Gruszką


Jego oczami, spotkanie, Szymon J. Wróbel, Marek Barański


Wydawnictwo M zaprasza wszystkich chętnych na ciekawe wydarzenia literackie:

- dnia 14 września od godziny 13 w kinie ARS w Krakowie będzie miała miejsce krakowska premiera książki "Jego oczami" wzbogacona o spotkanie z Szymonem J. Wróblem i Markiem Barańskim,

- dnia 16 września o godzinie 17.30 w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką odbędzie się spotkanie z Krzysztofem Ziemcem.

Ogromnie żałuję, że do Krakowa mam bardzo daleko, ale mam nadzieję, że na którymś z blogów trafię na relację z tych wydarzeń.

Zachęcam do udziału w spotkaniach:)



poniedziałek, 8 września 2014

Jesienne perełki, czyli nowości i zapowiedzi

Kolejna po „Czarownicy” i „Córce czarownicy” powieść, traktująca o poszukiwaniu siebie, własnych korzeni czy może źródeł, z których bierze się nasze życie, świadomość i tożsamość. 

Problemy młodego małżeństwa – wynikające z odmiennych oczekiwań, z banalnych życiowych nieporozumień – splatają się z potrzebą zgłębienia wiedzy o własnych korzeniach, historii, kulturze. Czy coś łączy ludzi żyjących w innym czasie, lecz w tym samym miejscu? Jakaś „energia”? A może po prostu pamięć, zakodowana gdzieś głęboko w podświadomości? 

W pobliskiej miejscowości archeolodzy odkrywają zamurowaną w czasach krzyżackich tajną kryptę, a w niej szczątki rycerza. Analiza kości wskazuje, że kilkaset lat temu człowiek ten padł ofiarą zbrodni. Krzyżak to, a może… templariusz? Jak poznać prawdę? Przy okazji znaleziony zostaje ślad pewnej średniowiecznej „czarownicy”… 
Życie bohaterów zaczyna splatać się w symboliczny sposób z losem ludzi sprzed wieków. Uczucia są wszak niezmienne. 


Każdy nosi w sobie jakiś sekret. Niektóre są jednak mroczniejsze od innych.

Gosztowo to mała miejscowość, w której spokojne życie mieszkańców toczy się w sennym rytmie codziennych rytuałów. Szkoła, praca, wizyta w miejscowym supermarkecie, niedzielna wyprawa do kościoła. Młodzi marzą tylko o wyjeździe, starsi trwają w życiowym letargu. Kiedy jednak w zagadkowych okolicznościach zginie młody chłopak, poruszeni tym faktem mieszkańcy powoli zaczną ujawniać swoje zupełnie inne, nieznane oblicze…

Sierżant Maria Gajda, by rozwiązać sprawę, będzie musiała zmierzyć się z demonami, drzemiącymi za sielankową fasadą prowincjonalnej społeczności. Nie mniejszym wyzwaniem będzie dla niej poradzenie sobie z prywatnymi problemami. Kontakt z toksyczną matką komplikuje dodatkowo jej i tak już niełatwe relacje z mężczyznami.

Gęsta atmosfera najnowszej książki Katarzyny Pisarzewskiej, łączącej wciągający kryminał z opowieścią obyczajową, przywodzi na myśl tę znaną ze skandynawskich kryminałów.

Tutaj też nic nie jest takie, jakim wydaje się na początku.


Karolina ma 38 lat i pragnienia, przed którymi nie da się uciec. Chce miłości, namiętności i przede wszystkim dziecka.
Filip, też chciałby czegoś od życia, tylko czy ich marzenia są wspólne?
I jest jeszcze ten drugi, który zawsze był dla niej tajemnicą, przystojny pół Serb pół Chorwat, czarnooki Milan. Może to właśnie on jest jej przeznaczony?
Czy stary dom w malowniczym Cavtacie pomoże Karolinie podjąć właściwe decyzje? I czy na pewno wszystko jest takie, jakim nam się zdaje?
Wśród warszawskich kamienic, w prestiżowym studiu graficznym, w Kazimierzu nad Wisłą i w cudownej, gorącej Chorwacji bohaterka szuka spełnienia, bo jeśli tylko zakwitną poziomki
AGNIESZKA WALCZAK CHOJECKA oddaje głos kobiecie współczesnej, silnej i jednocześnie zagubionej, poszukującej oraz pełnej nadziei.
Pożądanie, miłość i ogromna potrzeba macierzyństwa,. O tym jest ta opowieść.




Historia, która brzmi jak z bajki ale przecież mogłaby się wydarzyć...

Pewnego wieczoru pod koniec lata Sabina Południewska stanęła w drzwiach pałacyku
„Pod Graalem i Różą” Potrzebowała natchnienia, które pozwoli jej skończyć kolejną powieść. Gospodynią pensjonatu okazała się sympatyczna Mila Mossakowska, a jego gośćmi, ekscentryczna kuzynka Carmen, profesor Niewiara, wyjątkowy oryginał,
oraz pułkownik Janicki, leciwy mężczyzna, który nie stracił młodzieńczego wigoru.
 
Sabina poddała się urokowi pięknej doliny i czarowi jej mieszkańców. Dzień po dniu otwierała się na nowe doznania, a świat stawał się piękniejszy.
Zawiązała przyjaźń z Teklą Tyczyńską, hrabiną, która stworzyła oszałamiające różane kosmetyki. Spotkała przyjaciela, lekarza, wdowca, który samotnie wychowywał córeczkę,  Julinkę.
 
Sabina znalazła więcej, niż mogła by marzyć. Ale przyszedł dzień wyboru. Czy piękna pisarka posłucha głosu serca?



Agata ma trzynaście lat i prawie nie zna Teresy, swojej matki, kiedy ta zabiera ją w podróż po Polsce. Osiedlają się w niedużym górskim mieście, gdzie próbują na nowo nawiązać więź. Piękna, samotna kobieta, od pierwszej chwili wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn, wolnych i żonatych. Dwie „obce” szybko stają się głównym tematem plotek. W miarę upływu czasu niechęć, a nawet wrogość ludzi z miasteczka rośnie. 
Pewnego ranka Agata zostaje znaleziona w górach, w stanie krytycznym. Nie wiadomo, co się dziewczynce stało. Lekarze walczą o jej życie, policja i dziennikarze rozpoczynają dochodzenie. Z każdą chwilą objawiają się nieznane oblicza bohaterów dramatu: matki, dyrektorki szkoły, koleżanek, mieszkańców miasteczka. Nowego znaczenia nabierają słowa „odpowiedzialność” i „manipulacja”. Niemym świadkiem wydarzeń jest pogrążona w śpiączce, nieprzytomna Agata.

Do napisania „Miasta z lodu” zainspirowali mnie internetowi hejterzy, chętnie i obraźliwie wypowiadający się na temat życia innych ludzi. Każdemu człowiekowi może przydarzyć się tragedia i będzie ona wynikiem zaniedbania, niedopatrzenia albo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Dla hejterów to prawdziwy żer. W mojej powieści ofiarą nienawiści Internetu jest Teresa Tomaszewska, matka trzynastoletniej Agaty, znalezionej w krytycznym stanie w górach. Zaniedbała dziecko, ale czy zasłużyła na nienawiść? Chciałabym zachęcić Was do zastanowienia się nad przyczynami tej tragedii, porozmawiać o manipulacji, o afektywnej chorobie dwubiegunowej oraz o znieczulicy społeczeństwa, które często reaguje impulsywnie, ale... tylko w Internecie.
Małgorzata Warda




W ostatnim czasie Joannie nie powodziło się najlepiej: choroba ojca, utrata pracy, rozstanie z narzeczonym i dziwne, regularnie powracające sny…  Życie w małym miasteczku nad Czarnym Potokiem, gdzie wszyscy się znają też nie zawsze jest proste. Mimo to kobieta każdego dnia stara się udowodnić sobie i światu, że doskonale nad wszystkim panuje. Jedyną rzeczą jakiej pragnie jest spokój, spokój, który próbuje zburzyć pewien tajemniczy Filip…
Sposobem na oderwanie się od codziennych problemów jest nowa pasja Joanny. Tworząc drzewo genealogiczne i przeglądając pamiątki rodzinne, trafia ona na starą fotografię babci urodzonej we Lwowie. 
To fascynujące odkrycie stanie się początkiem nostalgicznej podróży w rodzinną przeszłość. Będzie w niej wszystko: wojna, miłość, zdrada, szczęście, tragedie i cudowne ocalenia…

Czy Joanna odnajdzie w sobie siłę babek i prababek, żeby na nowo uwierzyć w istnienie szczęścia i dać szansę rodzącemu się uczuciu?
„Wspomnienia w kolorze sepii” to opowieść o sile rodzinnych i przyjacielskich więzi oraz o ludzkich losach, które bezlitośnie gmatwa wielka historia świata. Czytelnik będzie je śledził w dwóch prowadzonych równolegle wątkach: współczesnym i historycznym.



Łucja, pozornie już pogodzona z brakiem miłości w swoim małżeństwie, żyje w odrętwieniu u boku Marka, znanego lekarza. Jej dzieci są dorosłe, czas studiów na Akademii Sztuk Pięknych to tylko niewyraźne, zabarwione nostalgią wspomnienie. Ten poukładany świat, w którym nie ma miejsca ani na wielki ból, ani na wielką namiętność, pewnego dnia rozsypuje się niczym domek z kart. Łucja dowiaduje się, że ma raka. Czy to możliwe, aby ta wiadomość mogła jej zwrócić dawno utraconą radość życia?

Ciekawa jestem, czy znaleźliście coś dla siebie? Ja chętnie przygarnęłabym wszystkie:)

środa, 3 września 2014

"Walizki hipochondryka" Mariusz Sieniewicz

Mariusz Sieniewicz "Walizki hipochondryka" recenzja książki
Autor: Mariusz Sieniewicz
Tytuł: "Walizki hipochondryka"
Wydawnictwo: Znak
rok wydania: 2014
ilość stron: 270









Mariusz Sieniewicz to pisarz i felietonista. Debiutował na początku lat 90-tych. Współtworzył czasopismo „Portret”. Jego druga powieść „Czwarte niebo”  nominowana była do Paszportu „Polityki", a także do Nagrody Literackiej „Nike”. Mariusz Sieniewicz jest też twórcą słuchowisk radiowych. Na podstawie Jego powieści powstało kilka spektakli teatralnych. „Walizki hipochondryka” to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego Autora.

Emil Śledziennik zawsze na coś chorował. W dzieciństwie wszelkie dolegliwości psuły mu najlepsze zabawy. Dziś nie pamięta już dnia bez bólu bądź innych niepokojących zwiastunów przeróżnych chorób. Jak na osobę z tak licznymi przypadłościami dotychczas udawało mu się skutecznie unikać lekarzy. Jednak i na niego przyszła kolej. Emil w końcu trafia do szpitala z ostrym bólem brzucha. Pobyt w miejscu pełnym ludzkiego cierpienia pobudza jego twórczy umysł do licznych refleksji.

„Walizki hipochondryka” to z pewnością proza niebanalna, którą trudno jednoznacznie uszeregować. Autor nie ogranicza się do przedstawienia jednej historii będącej fragmentem życia głównego bohatera. To raczej zbiór przemyśleń Emila Śledziennika. Taki specyficzny, wewnętrzny monolog, którego adresatką jest ubóstwiana kobieta zwana cudowną kapłanką bądź galaktycznym piecykiem. Emil wspomina przeszłość, dzieciństwo i rozmaite wydarzenia ze swojego życia. Zwyczajnie mówi o wszystkim, co tylko przyjdzie mu do głowy. Komentuje szpitalną rzeczywistość, opowiada swoje sny, wspomina mroczne lata PRL-u. Jednak czyni to wszystko w sposób niebanalny, zachowując dystans do siebie i świata i jednocześnie okraszając swoje opowieści sporą dawką humoru. „Walizki hipochondryka” to także podróż sentymentalna po Mazurach. Jednak ich obraz malowany piórem pana Sieniewicza jest dość mroczny i mało zachęcający.


„Walizki hipochondryka” to nie jest proza dla każdego. Powieść spodoba się raczej wytrawnym koneserom literatury, a także tym, którzy w książkach szukają czegoś więcej niż ładnie opowiedzianej historii. Ja nie mówię tej powieści ani tak, ani nie. Przeczytajcie i oceńcie sami.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak

                                      


poniedziałek, 1 września 2014

Refleksyjnie

morze, Bałtyk, mewy, refleksyjnie


Dziś definitywnie pożegnaliśmy wakacje. Zrobiło się ciut smutno i nostalgicznie. Za oknem świat płakał deszczem, a nawet jeśli nie padało to w powietrzu unosiła się nieprzyjemna wilgoć. Niby wiadomo, że w życiu na wszystko jest czas, na smutek i radość, na słońce i deszcz, na pracę i wypoczynek. A jednak trudno stłumić żal. W zasadzie nie wiem za czym. Może za umykającą chwilą, niespełnionymi marzeniami, planami, które odeszły w niepamięć, za młodością, która bezpowrotnie przemija, za dzieckiem, które dopiero woziłam w wózeczku, a które jutro z ciężkim, wypchanym plecakiem pójdzie do szkoły aby zacząć naukę w czwartej klasie. Mam nadzieję, że szybko dostosuje się do nowych obowiązków, innych zasad no i oczywiście nauczycieli. Kiedy zobaczyłam jego nowy plan lekcji, oczy zrobiły mi się wielkie jak spodki. Cóż … zaczyna się prawdziwa szkoła. Żal mi było dziś patrzeć na te biedne sześciolatki, które przez czyjeś widzimisie straciły rok dzieciństwa. Ale to temat rzeka. Nie chce mi się wierzyć, że moje młodsze dziecko, które nigdzie nie rusza się bez swojej ukochanej przytulani, za dwa lata będzie musiało zmienić pluszowego pieska na plecak.

Teraz siedzę z kubkiem gorącej herbaty, otulona optymistycznie pomarańczowym kocykiem i powtarzam sobie, że … będzie dobrze. Kto ma wiarę ten nie potrzebuje nadziei. Tak jak jest czas na radość i czas na smutek, tak też i każdy etap w życiu ma swoje uroki. Mam nadzieję, że znajdę w sobie dość odwagi aby je odkrywać.

słonecznik, optymizm, refleksyjnie


A teraz "Biegnij, uciekaj zanim złapie Cię czas..."



piątek, 29 sierpnia 2014

Stosik na wrzesień

stosik na wrzesień


Wielu blogerów prezentuje książki, które ostatnio zawitały w ich domach. Moje stosiki mają nieco inny charakter. Tworzą je powieści, które w najbliższym czasie chcę przeczytać. Dzięki temu mam piękny plan czytelniczy, a Wy wiecie jakie książki będą gościć na moim blogu.
I tak od dołu:
- Izabella Frączyk "Koniec świata"
-Debbie Macomber "Hotel na Rozdrożu"
-Jo Nesbro "Człowiek nietoperz"
-Fabio Volo "Pierwsze światła poranka"
-Mariusz Sieniewicz "Walizki hipochondryka"
-Romuald Pawlak "Związek do remontu"
-Aneta Rzepka "Miseczka szczęścia"
-Diane Chamberlain "Kłamstwa"
-Grażyna Jeromin - Gałuszka "Długie lato w Magnolii"

Jak widać wrzesień zapowiada się ciekawie i różnorodnie. Bardzo cieszę się, że mam okazję przeczytać "Długie lato w Magnolii". Ciekawa jestem też "Kłamstw" i "Miseczki szczęścia". Czytaliście którąś  z tych powieści? Co polecacie?

W czytaniu nieodłącznie towarzyszy mi nasza domowa pieszczoszka, która tylko czeka, kiedy wezmę książkę w rękę. To oznacza, że w końcu będzie można umościć się wygodnie na kolankach.

york, yorkshire terrier

Pozdrawiam serdecznie:)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Serce nie słucha" Karolina Kubilus

Karolina Kubilus "Serce nie słucha", recenzja
Autor: Karolina Kubilus
Tytuł: "Serce nie słucha"
Wydawnictwo: Replika
rok wydania: 2011
ilość stron: 296
moja ocena: 4,5/6








„Serce nie słucha” to literacki debiut Pani Karoliny Kubilus. Lubię polskich autorów, naszą szarą, rodzimą rzeczywistość. Lubię też odkrywać nowych pisarzy, którzy wnoszą do naszej literatury powiew świeżości. Na letni, urlopowy czas szukałam powieści o lekkiej, łatwej i przyjemnej tematyce. Sięgając w bibliotece po „Serce nie słucha” spodziewałam się właśnie takiej książki.

Anita sama wychowuje syna. Mąż zostawił ją dawno temu. Wyjechał do pracy do Niemiec i wszelki słuch o nim zaginął. Lata mijały, a ona musiała radzić sobie sama. Nie tylko bez męża, ale i bez rodziców, którzy wyjechali do Ameryki, kiedy była małą dziewczynką. Wydaje się, że pogodziła się z samotnością, ale to tylko pozory. Anita pracuje jako nauczycielka w szkole podstawowej. Chociaż bardzo lubi swoją pracę to o niczym nie marzy tak bardzo, jak o tym aby ją zmienić. A to wszystko przez wyjątkowo okrutną panią dyrektor, która uparła się aby uprzykrzyć jej życie. Małym promyczkiem mile łechcącym podupadające ego Anity jest tajemniczy mężczyzna, który zostawia jej kwiaty. Kim jest ów wielbiciel? Czy jego pojawienie zwiastuje szczęście czy też kłopoty?

Spodziewałam się książki lekkiej, łatwej i przyjemnej i taką właśnie okazała się powieść „Serce nie słucha”. To typowy przykład literatury kobiecej, po którą sięgamy dla poprawy nastroju, relaksu bądź oderwania się od rzeczywistości. Czyta się ją szybko, fabuła wciąga, łatwo możemy się też identyfikować z główną bohaterką bądź jej przyjaciółkami. Autorka poruszyła dość sporo różnorodnych tematów. Dzięki temu każdy w powieści odnajdzie coś dla siebie. Nie ma wydumanych problemów, a bohaterowie są postaciami bardzo realistycznymi. Jedynie mało prawdopodobny, a może raczej ciut niedopracowany, wydał mi się wątek z tajemniczym adoratorem. Ale czym byłaby powieść dla kobiet bez wątku miłosnego? I która z pań, szczególnie tych bez drugiej połówki, nie marzy skrycie o takiej manifestacji uczucia?

„Serce nie słucha” to nie tylko romans, ale także powieść obyczajowa opowiadająca o typowych problemach z jakimi musi się borykać współczesna kobieta. Samotne wychowywanie dziecka, problemy w pracy, uciążliwy szef, nieustanna samotność i brak oparcia w drugim człowieku to tylko szczyt góry lodowej. Anitę wspiera dość liczne grono przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Jednak przyjaciele to nie wszystko. Pocieszą, poradzą, pomogą rozważyć wszystkie za i przeciw i … pójdą do domu. Z wszelkimi decyzjami i problemami zazwyczaj zostaje się samemu.


„Serce nie słucha” to lekka, romantyczna i momentami zabawna powieść, która być może nie zapadnie na długo w pamięć, ale z pewnością zapewni rozrywkę i odskocznię od innych, bardziej poważnych lektur.