środa, 22 kwietnia 2015

"Babie lato" Danuta Pytlak

Danuta Pytlak "Babie lato" recenzja książki


Czas przecieka między palcami. Nie czeka na nikogo, nie ogląda się za opieszałymi. Dni mijają niepostrzeżenie przynosząc radość, strach, a często smutek. Jak nitki babiego lata niesione wiatrem w nieznane tak i życie człowieka czasem zaskakuje w najbardziej nieprzewidywalny sposób.

Michalina od dłuższego czasu narzeka na wyjątkowo złe samopoczucie. Często boli ją głowa, jest zmęczona a mimo to nie może spać.  Początkowo sądzi, że to z przepracowania, jednak objawy nie ustępują, a wręcz nasilają się. W końcu za namową przyjaciółki idzie do lekarza, który zleca jej szereg badań. Diagnoza niestety nie jest pomyślna. Michalinę czeka poważna operacja. Jak się wkrótce okazuje, choroba to dopiero początek niespodzianek, którymi życie chce ją jeszcze zaskoczyć.

Mimo iż na rynku wydawniczym nie brakuje książek to jednak coraz trudniej jest trafić na powieść, która zapada w serce. A „Babie lato” Danuty Pytlak właśnie do takich lektur należy. Powieść jest wielowątkowa, pojawia się też w niej sporo postaci. Wszystko jednak zgrabnie się ze sobą łączy tworząc spójną całość. Fabuła aż kipi od emocji, a to za sprawą mnogości poruszanych problemów. W „Babim lecie” przeczytamy o zmaganiu się z ciężką chorobą, samotności, problemach małżeńskich, a także o bolesnym odkrywaniu tajemnic z przeszłości. Zazwyczaj nie przepadam za aż taką mnogością tematów, ale czytając „Babie lato” miałam wrażenie, że wszystkie wątki są integralnie ze sobą związane. Autorka zadbała aby powieść nie była monotonna. Czyta się ją błyskawicznie, czasem z uśmiechem na ustach, a czasem ze łzą w oku.

„Babie lato” to jak najbardziej życiowa historia o tym jak łatwo w życiu zgubić drogę i jak ważne jest to aby ją odnaleźć. Czasem nie dostrzegamy tego co jest najważniejsze, a dawno obrany cel znika nam z oczu. Bywa, że potrzeba naprawdę solidnego tąpnięcia abyśmy znów obrali właściwy kurs. Michalina, główna bohaterka „Babiego lata” właśnie na takim zakręcie się znalazła. Rozpad małżeństwa i ciężka choroba zmusiły ją do przewartościowania swojego życia. To co przeszła dało jej odwagę do zmierzenia się z demonami przeszłości.


Za sprawą mnogości poruszanych tematów „Babie lato” jest powieścią uniwersalną. Spodoba się osobom, które tak jak Michalina znalazły się w trudnej sytuacji, a także tym czytelnikom, którzy sięgają po tę powieść dla relaksu.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
                       

wtorek, 17 marca 2015

Christophe Mauri "Matt Hidalf. Klątwa Cierni"

Christophe Mauri "Matt Hidalf. Klątwa Cierni" recenzja książki



Matt Hidalf – młody, niepokorny i ciut arogancki chłopiec znów popada w tarapaty. Nieświadom niebezpieczeństwa idzie na zorganizowaną przez ojca konferencję prasową. Szybko jednak okazuje się, że był to podstęp i Matt ma zaledwie tydzień aby wyplątać się z zarzuconych na niego sieci. Jedynym bezpiecznym miejscem wydaje się być Akademia Elity. Niebawem jednak okazuje się, że szkole grozi wielkie niebezpieczeństwo, przy którym problemy Matta wydają się maleńkie. W wyniku splotu niepomyślnych wydarzeń na Akademię zostaje rzucona klątwa cierni. Odtąd nikt nie może opuścić murów szkoły ani do niej wejść. Czy Mattowi uda się rozwikłać skomplikowaną intrygę?

„Klątwa cierni” to druga część przygód Matta Hidalfa. Niestety nie miałam okazji czytać pierwszej książki, przez co początkowo trochę trudno było mi wciągnąć się w fabułę. Był to jednak problem chwilowy, który zniknął po kilkunastu stronach. Zaintrygowały mnie skomplikowane losy chłopca i historia z pogranicza snu i jawy.
Szczególnie na moją wyobraźnię podziałały wszechobecne nimfy, które rozświetlają komnaty, ale i strzegą swoich podopiecznych. Miałam wrażenie, że te drobne, małe istoty swym blaskiem rozjaśniają także dość mroczną fabułę.
W powieści Autor przedstawia odwieczną walkę dobra i zła. Fabuła lubi zaskakiwać. Często tak naprawdę nie wiadomo kto jest kim i czego można się po danych postaciach spodziewać. Atutem książki z całą pewnością jest też to, że niezwykle trudno samemu rozwikłać zagadkę związaną z klątwą cierni i domyślić się jakim celom miała ona służyć. Niepewność i tajemniczość towarzyszą każdej stronie. Fabuła jest dość mroczna, pełna niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Samego Matta trudno uznać za sympatycznego, a jednak chłopiec ma w sobie coś ujmującego. To coś ulotnego i trudnego do określenia, co sprawia, że kibicuje się jego poczynaniom, nie zważając na trudny charakter młodzieńca. Powieść dedykowana jest raczej starszym dzieciom, które gustują w nie przesadzonej fantastyce, umożliwiającej wędrówkę poza czasem i przestrzenią.
Niekwestionowanymi atutami książki są tajemniczość, nieprzewidywalność i specyficzny klimat. Nie należy jednak zapominać o dość charakterystycznych postaciach, które pojawiają się w powieści. I wcale nie mam tu na myśli jakiś niezwykłych stworów rodem z baśni, których w powieści nie ma wiele, ale postaci z krwi i kości, z którymi młody czytelnik z powodzeniem może się identyfikować. Fabuła jest bowiem tak specyficznie skonstruowana, że choć zahacza o fantastykę to jednak cały czas sprawia wrażenie jakby była mocno osadzona w rzeczywistości. Cóż … to co napisałam może brzmieć dziwnie, ale takie właśnie było moje odczucie podczas czytania „Klątwy cierni”. Świadczyć to może jedynie o kunszcie literackim Autora, który potrafił stworzyć fantastyczną historię przenoszącą czytelnika w wyimaginowany świat i dającą mu poczucie prawdopodobieństwa. Gorąco polecam nie tylko młodszym czytelnikom.


Za egrzemparz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak emotikon





poniedziałek, 2 marca 2015

"Prowincja pełna snów" Katarzyna Enerlich

Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna snów" recenzja książki


Lubię niespieszne poranki. Ja, tak bardzo domowa, bez makijażu, z włosami luźno ściągniętymi gumką. Jeszcze w piżamie i ulubionej bluzie siadam wygodnie na kanapie i otulam się moją samotnością. Dłonie rozgrzewa kubek parującej herbaty, a moje sam na sam oswaja „Prowincja pełna snów”.

Na mazurskiej wsi czas biegnie inaczej. Odmierzany wyraźnymi porami roku. Niespieszna codzienność, jakże inna od tej miejskiej. Tu człowiek nie jest trybikiem napędzanej przez pieniądz maszyny. Prowincja pełna snów, marzeń cicho szeptanych gwiazdom i prawdziwych smaków bez sztucznych aromatów i dodatków. W takie miejsce można uciec na chwilę od wielkomiejskiego gwaru bądź zostać na zawsze, tak jak Ludmiła. Życie znowu stanęło z nią w szranki. Kto silniejszy? Kto tym razem wygra? Ile razy można podnosić się po zadanych ciosach? Ludmiła udowodniła, że nie jest już tą samą osobą co kiedyś. Nie sztuką bowiem jest pokonać przeciwności losu. One przeminą niezależnie od nas, tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce. Sztuką jest wyciągać z nich wnioski, aby stać się silniejszym i gotowym do walki z tym, co jeszcze przyniesie nam życie.

„Prowincja pełna snów” to coś więcej niż książka o zmagającej się z życiem kobiecie. To powieść, która może zmienić życie każdego z nas. Pod warunkiem, że sami będziemy tego chcieli. Jestem pod ogromnym wrażeniem prozy Pani Enerlich. Każda kolejna książka jest dojrzalsza. Każda zawiera inne przesłanie. „Prowincja pełna snów” porusza niezwykle trudny temat, jakim jest wybaczenie, konieczność pogodzenia się z bolesnymi faktami, na które nie mamy wpływu. Wybaczenie daje wolność i siłę do tego aby iść dalej.

Przyznam, że kiedy dowiedziałam się, co takiego los zaserwował głównej bohaterce i domyśliłam się, że ona mimo wszystko wybaczy, zrodził się we mnie bunt. Sama nie wiem czego oczekiwałam. Zemsty? Wiecznego użalania się nad sobą? Dopiero, gdy dotarłam, do fragmentu, którego się tak obawiałam, pojęłam o co Autorce chodziło.

„Prowincja pełna snów” to, tak jak poprzednie części cyklu, kult prostego życia w zgodzie z naturą, a przede wszystkim z samym sobą. To odkrywanie nowych pasji, które nadają życiu sens. Książka pachnie prostymi potrawami i wiedzie czytelnika nie tylko mazurskimi szlakami. Z uśmiechem na ustach czytałam o spotkaniu Ludmiły z pewną sympatyczną Autorką, która również należy do grona moich ulubionych.


Z żalem zamknęłam „Prowincję pełną snów” na ostatniej stronie. Pełne emocji zakończenie sprawiło, że nie tylko czuję niedosyt mądrych, życiowych rad, ale także jestem ogromnie ciekawa jak Ludmiła poradzi sobie z kolejnym życiowym problemem.

Za niesamowite chwile spędzone z "Prowincją pełną snów" serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG
                                                       

wtorek, 24 lutego 2015

Tego jeszcze nie było

Tego jeszcze nie było! Jeśli nie zachwyci Was debiutancka powieść Pani Doroty Gąsiorowskiej "Obietnica Łucji" Wydawnictwo Znak gwarantuje wymianę tej książki na inną. Szczegóły akcji znajdziecie tutaj

 Życie pełne jest nieprzewidzianych zbiegów okoliczności. Uciekając przed swoją przeszłością, Łucja przypadkowo trafia do Różanego Gaju – uroczego miasteczka ze starym, zniszczonym dworkiem. Przypadek sprawia, że zaprzyjaźnia się z młodą umierającą kobietą i składa jej niezwykłą obietnicę: ma odnaleźć ojca jej córeczki. Kiedy więc w zaskakujących okolicznościach poznaje genialnego muzyka i jego zimną i bezduszną partnerkę Adelę, zaczyna dostrzegać, że przypadki odgrywają w jej życiu coraz ważniejszą rolę. A może to nie zbiegi okoliczności, tylko przeznaczenie? Obietnica Łucji to pełna wzruszeń opowieść o nadziei i prawdzie. Historia o przeznaczeniu, które chodzi zawsze swoimi ścieżkami.

Piękny opis, prawda? Czujecie się zachęceni? Bo ja jestem bardzo ciekawa tej książki. Uwielbiam polskich autorów, a ta powieść kusi mnie odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach.
Książka ma swoją premierę 5 marca, ale możecie ją już kupić na stronie Wydawnictwa Znak.
Polecam.

sobota, 7 lutego 2015

"W cieniu" A.S.A Harrison



Ona i On. Dwa światy. Dwa odległe bieguny, Wspólne mieszkanie, pies i kilka przeżytych razem lat to zbyt mało aby zyskać pewność, że tak już będzie zawsze. Czas działa na niekorzyść. Wpędza w rutynę, zabija spontaniczność i usypia czujność.

Jodi i Todd są razem od prawie dwudziestu lat, choć nigdy formalnie nie stali się małżeństwem. Ona wybacza mu liczne skoki w bok, a on przyzwyczaił się już do jej chłodu i dystansu. Wszystko zmienia się, gdy Todd poznaje młodziutką Natashę, córkę swojego najlepszego przyjaciela. Dziewczyna całkowicie owija go sobie wokół palca. Niebawem rozstanie z Jodi wydaje się być jedynym słusznym rozwiązaniem. Toddowi życie wymyka się spod kontroli. Czas pokaże czy podjęte przez niego decyzje były słuszne.

Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Nie zagłębiając się w czyjąś psychikę, nie znając motywów ani okoliczności mówimy, że „ja na pewno tak bym się nie zachował”. Tymczasem prawda mogłaby nas bardzo zaskoczyć. Często tak naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć naszych reakcji, szczególnie w skrajnych sytuacjach.
„W cieniu” to powieść, która z pozoru na chłodno i z dystansu ukazuje skomplikowane relacje pomiędzy partnerami. Z pozoru, bowiem fabuła aż kipi od emocji. Tych najskrytszych i chowanych na samym dnie podświadomości. Emocji i wydarzeń, które kształtują charakter człowieka i sprawiają, że w danych sytuacjach zachowuje się tak, a nie inaczej. Relacje Jodi i Todda oplata cieniutka jak pajęczyna siateczka pozorów. Prowadzą ze sobą dziwną grę, której zasady opanowali przez lata do perfekcji. Stawką w tej grze jest dalsze trwanie w letargu, w który wpędziła ich codzienna rutyna i wygoda z tego stanu płynąca, a główną zasadą jest przymykanie oczu na wszelakie niedociągnięcia.

„W cieniu” nazwałabym raczej dobrze skonstruowaną powieścią psychologiczną. Autorka skupiła się na szczegółowym przybliżeniu czytelnikom skomplikowanych charakterów głównych bohaterów, ich motywów działania i przeszłości, która sprawiła, że dziś są właśnie tacy. W książce nie ma wartkiej akcji, nie czuć też napięcia ani grozy. Chociaż pojawia się zagadka, na którą odpowiedź w pewnym sensie musimy znaleźć sami.
Jeśli macie ochotę na tę książkę, nie czytajcie opisu na okładce, bowiem zdradza trzy czwarte fabuły.


„W cieniu” polecam osobom, które lubią odkrywać skomplikowane meandry ludzkiego umysłu. Jeśli chcecie dowiedzieć się do czego zdolny jest człowiek przyparty do muru, sięgnijcie koniecznie po tę powieść.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak

środa, 7 stycznia 2015

"Hello Kitty i przyjaciele. Szkolna wycieczka", czyli jak pokonać dziecięce lęki




Tytuł: "Szkolna wycieczka"
seria: Hello Kitty i przyjaciele
Wydawnictwo: Papilon
rok wydania: 2014


Pamiętacie to radosne podniecenie towarzyszące oczekiwaniu na szkolną wycieczkę? Hello Kitty i jej przyjaciele nie mogą się już doczekać, kiedy nauczycielka zdradzi im dokąd pojadą. Jak dotąd cel wyjazdu okryty jest tajemnicą i pozostaje jedynie w sferze domysłów. Kiedy dzieci dowiadują się, że czeka ich wyprawa do małpiego gaju ich radość zdaje się nie mieć końca. Jedynie Fifi zachowuje się dziwnie, ale początkowo nikt nie zwraca na to uwagi.
Natomiast Dear Daniel postanawia spróbować swoich sił w konkursie, w którym można wygrać atrakcyjną wycieczkę. Co wyniknie z planów i marzeń przyjaciół?

„Hello Kitty i przyjaciele. Szkolna wycieczka” to druga książeczka z serii, której główną bohaterką jest sympatyczna mała kotka. Tym razem przyjaciele musieli zmagać się z odmiennością wzajemnych potrzeb, a także z lękami, które nie zawsze są dla innych zrozumiałe. Każdy się czegoś boi. Czasem nasze lęki wydają się nam irracjonalne, wstydzimy się ich i wolimy skryć je przed światem. Dzieci często wyśmiewają się z słabości innych. Książeczka uczy empatii i pokazuje, jak ważne jest pomaganie innym i wspieranie ich w trudnych sytuacjach. Być może nieśmiałym dzieciom doda odwagi do pokonywania własnych lęków i pozwoli zyskać nieco pewności siebie.


Historia napisana jest bardzo prostym językiem. Dzięki temu dziecko łatwo może zrozumieć sens książeczki i wyciągnąć właściwe wnioski. Historyjka pobudza wyobraźnię, uczy i bawi. Doskonale nadaje się na wspólny wieczór z dzieckiem. Świetnie sprawdzi się też podczas pierwszych prób nauki samodzielnego czytania. Książeczka pobudza też kreatywność dzieci, bowiem znajdują się w niej ciekawe zadania i pomysły na zabawy związane z tematyką opowiadanej historii.


Za możliwość przeczytania książeczki bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z Wydawnictwa Papilon


                                                           

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Spotkanie z Katarzyną Enerlich


Nie wiem jak Wy, ale ja chętnie wybrałabym się na to spotkanie. Każda książka Pani Enerlich jest lepsza, wiec tym bardziej czekam na "Prowincję pełną snów".
Pozdrawiam

czwartek, 4 grudnia 2014

Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze"



Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze"



Autor: Zbigniew Zborowski
Tytuł: "Trzy odbicia w lustrze"
Wydawnictwo: Zysk - S-ka
Ilość stron: 416
rok wydania: 2014
moja ocena: 6!/6


Kartki z kalendarza targane wichrem czasu nieuchronnie znikają jedna po drugiej. Czas nie czeka na nikogo. Przeznaczenie nie pyta, czy jesteś gotów. Nie zna litości, nikogo nie oszczędza. Mówią, że los jest ślepy. Nie rozdaje każdemu po równo. Jaki mamy wpływ na to co nas spotka? Czy na nasze życie może mieć wpływ klątwa rzucona dawno temu na kogoś z naszych przodków? Z jednej strony brzmi to nieprawdopodobnie, a z drugiej, jeśli tylko pozwolimy myślom płynąć swobodnie i pozbędziemy się zahamowań, możemy dostrzec podobieństwa sytuacji i wydarzeń. Powtarzalność losu, jak odbicia w lustrze.

Lato 1939 roku zapowiadało się wyjątkowo nudno. Zosia miała je spędzić na Wołyniu w majątku Hryniewiczów, aby tam uczyć młodego i wyjątkowo opornego na wiedzę panicza zasad ortografii i gramatyki. Opływający we wszelkie dostatki dworek w niczym nie przypominał biednego i skromnego mieszkania Zosi w Warszawie. A i życie było tu zupełnie inne. Twarde do tej pory serce dziewczyny stopniało pod wpływem anonsów Adama Hryniewicza. Kiedy okazało się, że dziewczyna jest w ciąży, odwrócili się od nie wszyscy, łącznie z ukochanym. Burzliwe lato dobiegło końca. Świat ogarnęła wojenna zawierucha, w świetle której zosine problemy wydały się błahe.

„Trzy odbicia w lustrze” to pełna emocji powieść, której akcja rozgrywa się od 1939 roku aż po czasy współczesne. Autor prowadzi nas przez ogarnięte wojną Kresy Wschodnie, Warszawę, Ziemie Odzyskane aż po wybrzeże. Wędrując wraz z fikcyjnymi bohaterami w czasie i przestrzeni, błądząc w natłoku wspomnień, potykamy się o historię. Autor wplata bowiem losy wymyślonych rzez siebie postaci w prawdziwe wydarzenia. Żywym i barwnym językiem opisuje masakrę na Wołyniu, Powstanie Warszawskie, trudne lata powojenne, a nawet obecną sytuację na Ukrainie.


„Trzy odbicia w lustrze” to perełka polskiej literatury. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą poznać historię z bardziej ludzkiej strony. Niebanalna i trzymająca w napięciu fabuła wzbogacona została o element tajemnicy, a raczej klątwy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Autor świetnie oddał złożoność tamtych czasów, a także skomplikowane charaktery postaci pojawiających się na kartach książki. Powieść Pana Zbigniewa Zborowskiego to jedna z lepszych książek, które dotychczas czytałam. Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka




wtorek, 25 listopada 2014

Piotr Adamczyk "Dom tęsknot"

Autor: Piotr Adamczyk
Tytuł: "Dom tęsknot"
Wydawnictwo: Agora S.A.
rok wydania: 2014
ilość stron: 511
moja ocena: 6/6






Choć od zakończenia wojny minęło prawie 70 lat, pamięć o tamtych wydarzeniach jest ciągle żywa. Niemiec nadal kojarzy się z oprawcą i katem, który bezprawnie sięgał ręką po coś, co do niego nie należało. Z perspektywy czasu bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie, zaszufladkowanie złych Niemców i dobrych Polaków. Sami jednak dobrze wiemy, że różnie to bywało. Zawierucha wojenna odmieniła losy całych pokoleń. Skutków tamtych wydarzeń można doszukać się do dziś.

Powojenny Wrocław budzi się do życia. Życia zupełnie odmiennego od tego, co było kiedyś. Starą kamienicę, dawniej zamieszkałą przez niemiecką rodziną Freytagów, dziś zajmują lokatorzy. Pamięć o dawnych mieszkańcach jest wciąż żywa, a lęk, że kiedyś powrócą graniczy wręcz z obsesją. Piotruś wychowuje się w atmosferze niepewności i lęku. Dom pełen jest pamiątek po dawnych właścicielach. Na ścianach ciągle wiszą stare fotografie, na półkach stoją ich książki, w szafie wisi niemiecki mundur, a w piwnicy nadal można znaleźć poniemieckie przetwory. Wśród mieszkańców krąży też opowieść jakoby gdzieś w kamienicy ukryty został skarb tak cenny, że mógłby zmienić bieg historii.

Niedawno czytałam „Pożądanie mieszka w szafie” Piotra Adamczyka. Książka zrobiła na mnie spore wrażenie dlatego z przyjemnością sięgnęłam po kolejną powieść tego Autora. Jednak „Dom tęsknot” to zupełnie co innego. To napisana z rozmachem powieść rzeka, swoista saga rodzinna o bardzo szerokim spektrum. Główny bohater cofa się w czasie i z perspektywy dorosłego już mężczyzny opowiada historie widziane oczyma dziecka, które nie do końca jeszcze wszystko rozumie. Chłopiec dopiero uczy się świata, a powojenna rzeczywistość często zwyczajnie go przerasta. Piotr wychowuje się w rodzinie o silnych korzeniach niemieckich. Polskość ściera się z tradycjami niemieckimi, legendami o Atlantydzie i kielichu Lutra. Opowieści zasłyszane przez Piotra nadały jego dzieciństwu mistycyzmu, ale także odebrały poczucie tożsamości narodowej. Czy Piotr jest Polakiem, jak ojciec, czy Niemcem po matce? Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Jak zrozumieć otaczającą rzeczywistość?

„Dom tęsknot” to powieść wielowątkowa. Osią są losy rodziny Piotra, ale poza nimi pojawia się też sporo innych bohaterów. Autor odkrywa przed czytelnikiem tajemnicze, czasem mroczne zakątki Wrocławia, opisuje kamienice, których dziś już nie ma, wspomina celowo zniszczone zabytki. Przedstawia historie przerażające, momentami zabawne, a czasem wręcz metafizyczne. Szarą rzeczywistość PRL-u ubarwiają paczki od rodziny z Niemiec, a gdzieś tam w tle cichutko dźwięczy pytanie, jak to się stało, że przegrani wyszli na wojnie lepiej niż zwycięzcy. Jednak Piotrek nie zadaje sobie takich pytań. Refleksje pojawiają się dopiero w umyśle dorosłego już mężczyzny. Mały Piotruś skupia się na przeżywaniu swego dzieciństwa, a przede wszystkim na odkrywaniu własnej seksualności, która to wiedza, jak magiczna brama wiedzie go ku dorosłości.


„Dom tęsknot” to powieść, którą czyta się niespiesznie, delektując się każdym słowem. Gorąco polecam.


wtorek, 18 listopada 2014

Magdalena Kawka "W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności"

Magdalena Kawka "W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności"
Autor: Magdalena Kawka
Tytuł: "W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności"
Wydawnictwo: MG
rok wydania: 2014
ilość stron: 239
moja ocena: 6/6







Sensem chrześcijaństwa jest wiara w zmartwychwstanie i w życie po śmierci. Jednak to, jak ono będzie wyglądać pozostaje tylko i wyłącznie w sferze naszej wyobraźni. Listopad sprzyja rozmyślaniom o nieuchronności. Częstsze niż zazwyczaj spacery pomiędzy grobami sprawiają, że nasze myśli krążą wokół tego, o czym zazwyczaj wolimy nie pamiętać. Memento Mori, moi drodzy. Tylko śmierć jest w życiu pewna.

Gdy bramy cmentarza zamykają się za ostatnim odwiedzającym, to miejsce wcale nie pustoszeje. Wręcz przeciwnie. Życie pozagrobowe potrafi być równie burzliwe i pełne emocji, jak to wypełniające naszą doczesność. Nawet nie wiecie, jak bardzo spokój dusz może zakłócić kogut piejący za cmentarną bramą, bądź jak wielkie emocje budzi wiadomość o rychłym przeniesieniu cmentarza w inne miejsce. Aż strach pomyśleć do czego doprowadzić może romans proboszcza z żoną burmistrza. Jedno jest pewne: cmentarz z całą pewnością nie śpi.

Śmierć nie należy do łatwych tematów. Od wieków wzbudza przerażenie i sama myśl o niej wywołuje dreszcz grozy. Okładka książki Pani Magdaleny Kawki z pewnością nie nastraja optymizmem. Otoczona bluszczem nagrobna płyta nasuwa raczej mroczne skojarzenia. Jeśli jednak nastawicie się na równie mroczną tematykę, to możecie się mocno rozczarować. Bowiem „W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności” to czarny humor w czystej postaci. O bohaterach przedstawionych przez Autorkę można powiedzieć wiele, ale z całą pewnością nie to, że są martwi. Śmierć nie pozbawiła ich uczuć. Nadal kochają, nienawidzą i tęsknią. Czasem zachowują się nieracjonalnie, a problemy, które tak bardzo ich pochłaniają niewiele mają wspólnego z wiecznością. Choć wieczność o nich nie zapomina. Widmo powtórnego odejścia w nieznane burzy spokój mieszkańców cmentarza. Czy wieczność także ma swój kres? Czy da się ją oszukać?


„W zakątku cmentarza czyli koniec wieczności” to nie tylko dobrze napisana, zabarwiona humorem powieść. Fabuła ma bowiem drugie dno, głębię o jaką jej początkowo nie podejrzewałam. Wraz z cichą łzą płynącą po policzku pojawia się refleksja i zaduma nad tym co było, co jest i nad tym co będzie. Czy życie po śmierci wygląda tak, jak je przedstawiła Pani Kawka? Tego nikt z nas nie wie. Jeśli jednak jest w tym choć cząstka prawdy, to ciągle jeszcze możemy wiele zrobić dla tych, których już wśród nas nie ma. Ciągle też możemy wiele zrobić dla nas samych. Kiedy następnym razem odwiedzisz cmentarz, nie zapomnij o zniczu, kwiatach i cichej modlitwie. A kiedy nikt nie będzie patrzył zostaw niepostrzeżenie szminkę lub puder.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu MG