wtorek, 30 września 2014

"Długie lato w Magnolii" Grażyna Jeromin - Gałuszka

Grażyna Jeromin-Gałuszka "Długie lato w Magnolii"
Autor: Grażyna Jeromin - Gałuszka
Tytuł: "Długie lato w Magnolii"
Wydawnictwo: Prószyński - S-ka
rok wydania: 2014
ilość stron: 400
moja ocena: 6!/6

Polecam również:




Czy chcielibyście zatrzymać się w takim miejscu jak Magnolia? Gdzieś w bieszczadzkiej głuszy, prawie na krańcu świata znajduje się pensjonat, który niewiele ma wspólnego z pełnymi uroku, małymi hotelikami, w których panuje rodzinna atmosfera. Magnolia to tak naprawdę dawne więzienie. Budynek, w którym nic do siebie nie pasuje. Cóż … miejsce nijakie, właścicielka gderliwa, mało gościnna, podobnie jak i reszta personelu bardziej skupia się na własnym życiu niż na zaglądających do Magnolii turystach.

Pewnego dnia w pensjonacie zatrzymuje się niezwykły gość. Tożsamość nieznajomego mało obchodziłaby mieszkanki Magnolii, gdyby nie Tusia, która rozpoznaje w nim znanego autora kryminałów Maurycego Murawskiego. Ale gość to gość, a obowiązki obowiązkami. A ich, trzeba przyznać, Czesi nie brakuje. Do tego dochodzi wieczne utrapienie z Marleną, która ciągle przekłada datę ślubu, Doris, która straszy gości rozmawiając z Filipem, Tusią, która ciągle gdzieś się szwenda i … tak wymieniać można jeszcze długo. Mimo wszystko Maurycy coraz bardziej wtapia się w magnoliowy klimat, nasiąka nim, staje się bardziej  domownikiem niż gościem. Jakie jeszcze tajemnice skrywa mała, bieszczadzka wioska? Czy na pewno jest to miejsce, gdzie można wieść spokojne, leniwe życie?

Uwielbiam książki Pani Grażyny Jeromin – Gałuszki. Każda ma niepowtarzalny klimat i zaskakuje czymś nowym. Urzekła mnie pierwsza część „Magnolii”, dlatego z niecierpliwością wypatrywałam jej kontynuacji. Często bywa tak, że druga część powieści nie jest już tak dobra jak pierwsza. Jednak w przypadku „Długiego lata w Magnolii”, wiedziałam, że się nie zawiodę. Zgodnie z przewidywaniami fabuła po prostu powaliła mnie na kolana. Czytałam z wypiekami na twarzy, nie mogąc się wręcz od książki oderwać. Czytając opis z tyłu książki można założyć, że fabuła jest banalna. Nic bardziej mylnego. Niby zwykły pensjonat, niby zwykli ludzie i ich codzienne problemy. Nie ma zachwytów nad sielskim życiem na wsi ani nad urokami bieszczadzkiego krajobrazu. Język jest prosty bez ozdobników i przysłowiowego lania wody. Autorka za to prowadzi czytelnika przez skomplikowane meandry ludzkiej psychiki, odkrywając zakątki mroczne i pełne niespodzianek. Sądziłam, że dobrze znam twórczość Pani Grażyny Jeromin – Gałuszki i nie dam się niczym zaskoczyć. Okazało się jednak, że byłam w błędzie, bowiem kończąc powieść niczego już nie byłam pewna, a najmniej tego jak książka może się zakończyć.


„Długie lato w Magnolii” to powieść obyczajowa z wątkami kryminalnymi, których nie powstydziliby się najbardziej poczytni pisarze powieści sensacyjnych. Całość ma lekką metafizyczną oprawę, jednak dla mnie owa metafizyczność brzmi całkiem prawdopodobnie. Zrozumie mnie ten, kto przeczytał choć jedną powieść tej Autorki. Z ogromnym żalem zakończyłam „Długie lato w Magnolii” i z niecierpliwością wypatruję kolejnej powieści Pani Jeromin – Gałuszki. 

Dzień Chłopaka

Dzień Chłopaka
źródło


Dziś szczególne święto wszystkich chłopców. Tych mniejszych i tych większych. Trudno o nim nie pamiętać mając trzech facetów w domu. Moi panowie to cały mój świat. Zapanowali w nim i urządzili po męsku. Kiedy wykruszyły się kobiety w mojej rodzinie, to oni zajęli ich miejsce. Patrzą na świat zupełnie inaczej. Czasem zazdroszczę im opanowania, rozsądku, dystansu do problemów i umiejętności odkładania emocji na bok. Męski światJ

Ściskam dziś mocno moich trzech panów, a wszystkim innych posyłam serdeczne życzenia. Bądźcie, panowie. Po prostu przy nas bądźcieJ

sobota, 27 września 2014

Jak ukraś książkę przez lubimyczytac.pl, czyli Justyna z Łodzi vel nocnamalpa atakuje

źródło


Dziś post pisany wyłącznie ku przestrodze. Postanowiłam go napisać aby ustrzec Was przed tym co mnie spotkało. Z pewnością znacie portal lubimyczytac.pl. Podobnie jak większość z Was jestem tam częstym gościem. Wiele razy wymieniałam się książkami z innymi użytkownikami. To świetny sposób na pozyskanie poszukiwanych tytułów. Za mną jest wiele wymian. Całe mnóstwo moich książek ma nowy dom, a u mnie za to zagościły powieści, na których bardzo mi zależało. Dotychczas nigdy nie zdarzyła mi się żadna wpadka. Książki zawsze do mnie trafiały, a ich stan odpowiadał opisowi podanemu przez dotychczasowego właściciela. Niestety ponoć wszystko co dobre kiedyś się kończy. Napisała do mnie dziewczyna skrywająca się pod nickiem nocnamalpa (jak się okazało całkiem trafiony). Zamarzyła się jej powieść Sylwii Chutnik „W krainie czarów”. Zgodziłam się na wymianę na „Lawendowy pokój”, który od dawna chciałam przeczytać. Jak się zapewne domyślacie, książka nigdy do mnie nie dotarła. Dziewczyna oczywiście nie odpowiada na setki wysłanych przeze mnie wiadomości. Niestety po czasie wpisałam w google jej nick i okazało się, że nie jestem jedyną naiwną. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że nie będę się przejmować. W końcu wiele nie straciłam, a są gorsze rzeczy, które mogły mi się przydarzyć. Jednak mimo tych pocieszeń, które sama sobie serwuję nie mogę przestać o tej małpie myśleć (przepraszam „nocnejmalpie”J). Doszłam do wniosku, że jednak straciłam znacznie więcej niż dotychczas zakładałam. Straciłam zaufanie, którego tak łatwo odzyskać się nie da. Justyna z Łodzi vel nocnamalpa siedzi sobie teraz wygodnie na kanapie z moją książką w dłoni, a ja zamiast pisać recenzję lub czytać, wylewam swoje żale w tym poście. Tacy ludzie jak ona nie mają sumienia, więc z całą pewnością nie poruszą jej moje słowa. Choć to ona jest złodziejką, naciągaczką i oszustką to i tak jest na pozycji wygranej. Co ja mogę zrobić? Napisać negatywny komentarz na lubimy czytać? Owszem, ale zginie pod lawiną następnych? Podręczyć dziewczynę wiadomościami? Owszem, ale jestem pewna, że spłynie to po niej jak po kaczce? Wysłać ostrzeżenia do znajomych z LC? Owszem, uczynię to, ale to przecież kropla w morzu. Nawet nie mogę podać jej danych, bo wtedy ja miałabym kłopoty. Dlatego właśnie powstał ten post. Celowo nick i imię tej dziewczyny umieściłam w tytule. Być może ktoś, decydując się na wymianę wpisze jej dane w google i trafi na te słowa. Mam nadzieję, że ustrzegę kogoś przed tą oszustką. Cóż … głowę mam pełną refleksji. Nie chcę Was jednak zanudzać. Chciałabym Was za to poprosić o nagłośnienie tej informacji. Jeśli możecie, umieśćcie ją na swoich blogach, bądź powiadomcie znajomych z LC. To chyba jedyny sposób walki z tego typu osobami. Ja na razie wszelkim wymianom mówią pas. 

czwartek, 25 września 2014

"Muszka, która nie umie latać" Liliana Fabisińska

"Muszka, która nie umie latać " Liliana Fabisińska recenzja książki, seria Klinika pod Boliłapką
Autor: Liliana Fabisińska
Tytuł: "Muszka, która nie umie latać"
Wydawnictwo: Papilon
rok wydania: 2014
ilość stron: 96
seria: Klinika pod Boliłapką
moja ocena: 6/6
Książeczki z tej serii:
"Maksio ma kłopoty"
"Pierrota bolą kopytka"


Muszka to mała, wesoła kotka. Jej najlepszą przyjaciółką jest Olga. Dziewczynka właśnie rozpoczyna wakacje. Już cieszy się, że w końcu będzie miała czas na zabawy z pupilką. Pewnego dnia z przerażeniem dostrzega kotkę obserwującą ptaki z parapetu okna. Wystarczyłby jeden niewłaściwy ruch i Muszka mogłaby spaść. Na szczęście dziewczynce udaje się nakłonić zwierzaka do opuszczenia niebezpiecznego miejsca. Jednak lęk o nią pozostał. Po rozdaniu świadectw Olga jedzie z mamą do sklepu po specjalne siatki w okna. Okazuje się jednak, że potrzebne są wymiary okien, w których mają być zamontowane. Mama prosi o pomoc sąsiadkę, panią Justynę, która ma klucze do ich mieszkania. Zapomina jednak wspomnieć o Muszce, która i tym razem wybiera się na niebezpieczną eskapadę. Jak skończy się ta przygoda?

Miło było znów odwiedzić Klinikę pod Boliłapką. To miejsce, gdzie chore zwierzątka znajdą troskliwą opiekę, a ich właściciele otrzymają rzetelne informacje o stanie zdrowia swoich pupili. Poprzednie książeczki z tej serii czytałam wspólnie ze starszym synem. Jednak na widok Muszki mój czterolatek aż podskoczył z radości. Przeczytaliśmy książeczkę w dwa wieczory. Mały słuchał z wypiekami na twarzy. Ani troszkę się przy tym nie nudził, chociaż książeczka przeznaczona jest raczej dla starszych dzieci. Synek bardzo chętnie oglądał zamieszczone w niej obrazki. Wcale nie przeszkadzało mu, że nie są one kolorowe. Próbował rozpoznawać bohaterów. Poprawnie interpretował też emocje osób zamieszczonych na obrazkach.

Jak widać po reakcji mojego dziecka, książeczka napisana została bardzo przystępnym językiem. Przekazy są jasne i czytelne. Dziecko bez problemu zrozumie, co Autorka chciała przedstawić. Fabuła oscyluje głównie wokół przyjaźni małej dziewczynki i kotka. Dzieci często nie zdają sobie sprawy, że zwierzątku nie wystarczy tylko jedzenie i wspólna zabawa. Trzeba też zadbać o jego bezpieczeństwo.

Autorka dyskretnie zwraca również uwagę dzieci na konieczność dobrego zachowywania się, a w szczególności unikania podnoszenia głosu i wszczynania kłótni z byle powodu. Porusza też problem charakterystycznej u dzieci w każdym wieku chęci posiadania wszystkiego, co mają inni. Nawet jeśli do niczego nie jest im to potrzebne.


Zachęcam Was do odwiedzin w Klinice pod Boliłapką. Ta seria podbije serduszka Waszych pociech.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Aleksandrze z Grupy Wydawniczej Publicat


środa, 24 września 2014

Stosik dla dzieci

stosik, książki dla dzieci,

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papilon mogę Wam dziś zaprezentować stosik książek dla dzieci młodszych i ciut starszych. Wszystkie są pięknie wydane, cieszą oko, pobudzają wyobraźnię i zachęcają do zagłębienia się w fabułę. 
I tak od dołu:
"Pegaz. Ogień życia" Kate O`Hearn. Przyznam, że książka bardzo mnie intryguje. W czasach szkolnych uwielbiałam mitologię. Zapewne dlatego tak bardzo mnie do tej powieści ciągnie,
Wyżej znajdziecie trzy książeczki z serii "Klinika pod Boliłapką" Pani Liliany Fabisińskiej:
- "Muszka, która nie umie latać",
- "Jeżynka nie chce się bawić"
- "Hopek nie może jeść".
Te książeczki mogę polecić w ciemno. Wiem, że się nie zawiodę. Czytałam już "Maksio ma kłopoty" i "Pierrota bolą kopytka". Z chęcią dowiem się jak dalej potoczyły się losy sympatycznej doktor Magdy i jej dzieci.
Pozdrawiam:)

wtorek, 23 września 2014

"Związek do remontu" Romuald Pawlak

Romuald Pawlak "Związek do remontu" recenzja książki
Autor: Romuald Pawlak
Tytuł: "Związek do remontu"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011
ilość stron: 296
seria: Babie lato
moja ocena: 4/6



Zegara biologicznego oszukać się nie da. Choćbyśmy wcześniej w ogóle nie brali pod uwagę powiększenia rodziny to trzeba się liczyć z tym, że pewnego dnia natura może się upomnieć o swoje. Jednak, jak mówi stare powiedzenie „w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz.”

Tak właśnie jest w przypadku Iśki i Rafała. Kiedy brali ślub, nie było mowy o dzieciach. Ona liczyła na karierę w bibliotece, a on dzieci uważał za małych, kłopotliwych krzykaczy. Przyszedł jednak moment, kiedy w Iśce zaczęło się coś zmieniać. Coraz bardziej pragnęła dziecka, ale Rafał nie chciał o tym nawet słyszeć. Manifestując swoją niechęć zaangażował się w protest mieszkańców kamienicy przeciwko budowie placu zabaw. Aby zyskać pewność, że przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, Rafał nawiązuje kontakt z lokalną mafią. Jednak czy w tym przypadku cel uświęca środki?

Jakiś czas temu czytałam „Póki pies nas nie rozłączy” Pana Romualda Pawlaka. Książka okazała się na tyle wciągająca, że gdy tylko zobaczyłam na bibliotecznej półce „Związek do remontu”, nie wahałam się ani chwili. Obydwie książki utrzymane są w podobnym stylu. Lekkie pióro Pana Pawlaka idealnie współgra z wciągającą i zabawną fabułą. Akcja rozgrywa się w niewielkim miasteczku, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą i trudno jest pozostać anonimowym. Autor, ze sporą dawką humoru i lekkim przymrużeniem oka przedstawia historię małżeństwa, które przechodzi kryzys. Powodem konfliktu jest dziecko, którego ona pragnie, a on coraz bardziej stara się jej udowodnić jak wielki błąd popełnia. Autor nie traktuje jednak tego problemu poważnie. Nie analizuje uczuć ani nie ocenia swoich bohaterów. Wikła ich za to w cały szereg przezabawnych sytuacji. Zdradzę Wam tylko, że w książce pojawia się pewien kot o dość dziwnej osobowości, objęty klątwą laptop i oczywiście lokalna mafia.


„Związek do remontu” to historia z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Idealna do czytania dla relaksu i poprawy nastroju.

środa, 17 września 2014

"Hotel na rozdrożu" Debbie Macomber

Debbie Macomber "Hotel na rozdrożu" recenzja książki
Autor: Debbie Macomber
Tytuł: "Hotel na rozdrożu"
Wydawnictwo: Mira Harlequin
rok wydania: 2011
ilość stron: 336
moja ocena: 4,5/6








Któż nie chciałby mieszkać w małym, sennym, nadmorskim miasteczku, w którym pozornie czas stoi w miejscu? Ludzie znają się od zawsze, a życie płynie leniwie odmierzane szumem morskich fal rozbijających się o brzeg. Czy takie miejsca w ogóle istnieją? Co tak naprawdę dzieje się pod strzechami uroczych, małych domków? Czy życie w takim miejscu to niekończąca się idylla, czy może subtelna gra pozorów?

Małżeństwo Peggy i Boba przeżywało wzloty i upadki. Niewiele brakowało aby nie wytrzymało próby czasu i piętrzących się problemów, których przyczyną był alkoholizm Boba. Teraz jednak najgorsze już jest za nimi. Emeryturę postanowili spędzić w Ceder Cove, prowadząc uroczy pensjonat. Ich sielanka kończy się, gdy w jednym z pokoi znajdują zwłoki mężczyzny. Gdy na jaw wychodzi tożsamość zamordowanego, Bob zaczyna się obawiać, że i jemu może grozić niebezpieczeństwo.

Jednak tajemnicze morderstwo nie jest jedynym problemem, z którym borykają się mieszkańcy Ceder Cove.
Grace Herman zawiodła kiedyś zaufanie Cliffa Hardinga. Czy mężczyzna wybaczy jej lekkomyślne zachowanie?
Cecylia i Ian Randal przeżywają trudne chwile po śmierci córeczki. Choć zdarzenie to miało miejsce trzy lata temu, dla nich sprawa jest ciągle żywa. Czy zdecydują się kiedyś na kolejne dziecko?
Choć Oliwia i Jack Griffinowie dopiero wzięli ślub, ich małżeństwo zdaje się już przechodzić kryzys. Czy przetrwają pierwsze problemy?
U innych nowożeńców, Maryellen i Jona Bosmanów sielanka małżeńska również nie trwa długo. Czy przeszłość Jona nie zburzy ich szczęścia?

„Hotel na rozdrożu” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Debbie Macomber. Autorka zaskoczyła mnie mnogością wątków, które jednak wzajemnie się przenikają i łączą. Wspólnym mianownikiem jest miejscowość, w której rozgrywa się akcja. Autorka prowadzi nas pełnymi uroku, romantycznymi uliczkami. Zaglądamy do małych domków obserwując życie ich mieszkańców. Jednak wbrew pozorom wcale nie jest ono sielankowe.


Początkowo gubiłam się w wątkach, myliły mi się postaci i ich problemy. Z czasem jednak nabrałam rozeznania w fabule i nie było już mowy o pomyłkach. W przypadku tej powieści trudno jest wskazać postaci pierwszo i drugoplanowe. Każdy z rozdziałów to odrębna historia, w której pierwsze skrzypce grają inne osoby. Biorąc pod uwagę pomysłowość Autorki, każda z tych opowieści mogłaby stać się tematem oddzielnej książki. Debbie Macomber zadbała aby każdy z bohaterów został wyraźnie nakreślony i miał ciekawą osobowość. Dlatego też czytając „Hotel na rozdrożu” z pewnością nie można się nudzić.

poniedziałek, 15 września 2014

Forma czy treść?

piękne okładki książek, forma czy treść
wszystkie okładki są piękne, prawda?
żadna jednak nie oddaje treści książki


Od dawna nosiłam się z napisaniem tego posta. Ostatecznie zdecydowałam się po przeczytaniu „Końca świata” Pani Izabelli Frączyk. Kiedy przeglądałam komentarze, które zamieściliście pod moją recenzją, zauważyłam, że większość z Was, podobnie jak i ja, zwróciła uwagę na przepiękną okładkę książki. Patrząc na nią aż czuje się to ciepło, rozmarzenie i romantyzm. Od razu polubiłam dziewczynę z okładki. Opis książki idealnie wpasowywał się w moje oczekiwania. Jak już wiecie sama powieść niestety mnie rozczarowała. Czytając zastanawiałam się, kim jest dziewczyna z okładki, bo z pewnością nie jest to Marylka. Nie chcę jednak pisać kolejnej recenzji tej samej książki, a jedynie zwrócić uwagę na pewien problem. Albo raczej chwyt marketingowy, na który my – miłośnicy książek często się łapiemy. Wyobraźcie sobie teraz, że jesteście w księgarni. Krążycie między pólkami szukając czegoś dla siebie. Na co w pierwszej kolejności zwracacie uwagę? Co sprawia, że książka Was woła, przyzywa i kusi? Okładka oczywiście.

Myślę, że każdy mól książkowy czuł się nie jeden raz rozczarowany książką, w której pokładał wielkie nadzieje. Mnie także zdarzało się to często. Zastanawiałam się wtedy co też takiego skłoniło mnie to tego aby sięgnąć właśnie po tę książkę. Odpowiedź nasuwała się sama. Oczywiście czytam opisy umieszczone z tyłu książki. Stanowią one wtórną selekcję, ale często również wprowadzają w błąd. Sugerują fabułę odbiegającą od treści, a często również zdradzają zbyt wiele szczegółów. Czasem zdarzało mi się, że po przeczytaniu książki nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż w opisie została zawarta cała jej treść.

Tak jak pisałam wyżej, czytając komentarze pod recenzją „Końca świata”, zauważyłam, że i Was przyciągnęła piękna okładka książki. A zatem nie jestem samaJ. Ciekawi mnie czym sugerujecie się, kupując książkę. Na co w pierwszej kolejności zwracacie uwagę. I czy intuicja czasem Was zawodzi?

piękne okładki książek, forma czy treść, okładki książek dawniej
tak dla porównania
okładki kiedyś...
Z pewnością tworzenie okładki to skomplikowany proces. Kręta ścieżka pełna pułapek zastawionych na nas, moli książkowych. Bazujących na naszych skrytych uczuciach, pragnieniach, niespełnionych marzeniach. Niektóre okładki chętnie oprawiłabym w ramkę, a treść wyrzuciła do kosza. Lubię pięknie wydane książki. Lubię też, kiedy okładka nawiązuje do fabuły. Cóż … jestem wzrokowcem i pewnie jeszcze nie raz dam sobie wcisnąć pięknie opakowany kit. Nie mam nic przeciwko przyciągającym wzrok okładkom, pod warunkiem jednak, że śliczny obrazek nie jest jedynym walorem powieści.


Zatem, moi drodzy, forma czy treść? Z góry znam Waszą odpowiedź, ale czy czasem forma nie rządzi nad treścią?


czwartek, 11 września 2014

"Koniec świata" Izabella Frączyk

Koniec świata, Izabella Frączyk, recenzja książki
Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: "Koniec świata"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2014
ilość stron: 336
moja ocena: 4/6





Kiedy tylko zobaczyłam „Koniec świata” Izabelli Frączyk w zapowiedziach Wydawnictwa Prószyński, po prostu wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Kusiła piękna okładka utrzymana w ciepłych odcieniach bursztynu. Kusił też opis z tyłu książki, który zapowiadał wciągającą i ciekawą fabułę. Krótko mówiąc pokładałam w tej książce spore nadzieje.

Marylka to młoda i atrakcyjna dziewczyna, choć zupełnie nie zdaje sobie sprawy ze swych walorów. Jak większość kobiet uważa, że jest gruba i brzydka. Wyimaginowane niedoskonałości rekompensuje sobie w pracy. Świetnie radzi sobie w reklamie, całkowicie poświęcając się temu co robi. Odkąd zostawił ją narzeczony, nie ma ochoty na kolejne związki. Pewnego razu ze zdziwieniem zauważa, że zainteresował się nią najprzystojniejszy facet w całej firmie. Dlaczego ze zdziwieniem? Przecież ona jest gruba i brzydka, a on to chodzący ideał męskiej urody. Czy zainteresowanie Marcela jest szczere? No i czy Marylka zaufa jeszcze jakiemuś mężczyźnie?

Coż … muszę przyznać, że powieść dość mocno mnie rozczarowała. Być może moje oczekiwania były zbyt wielkie? A może po prostu spodziewałam się czegoś innego? Sądziłam, że jest to ciepła, mądra i życiowa historia współczesnej kobiety. Natomiast „Koniec świata” określiłabym raczej jako komedię romantyczną z niewielką dawką humoru, opisującą perypetie młodych ludzi z wyższych sfer. Ludzi, którzy żyją szybko i intensywnie. Za nic nie mogłam polubić Marylki, choć bardzo się starałam. Nie odnajduję się też w świecie prywatnych samolotów i prezentów od obcych mężczyzn w postaci sukienki od D&G. Drażnił mnie też sposób zachowania główniej bohaterki, jej skłonność do wszczynania kłótni z byle powodu. Przede wszystkim zaś nie podobał mi się język, w którym dosadne przekleństwa występowały równie często jak Imiona Boże. Zaś łatwe do przewidzenia zakończenie idealnie wyglądałoby na szklanym ekranie. Jeśli zaś chodzi o nawiązanie do końca świata, który miał nastąpić w 2012 roku to nie przypominam sobie aby trwało wtedy jakieś zbiorowe szaleństwo zakupowe i powszechny lęk przed tym co niby ma nastąpić.


Z każdej przeczytanej przeze mnie książki staram się wyciągnąć coś dobrego. Długo zastanawiałam się nad pozytywnymi cechami „Końca świata”. Na pierwszym miejscu postawiłabym piękną okładkę, choć pokazana na niej dziewczyna raczej nie pasuje do drapieżnej Marylki. Zaś co do samej fabuły to daleka jestem od stwierdzenia, że książka jest na wskroś zła i nie należy po nią sięgać. Po prostu nie trafiła w mój gust i oczekiwania względem niej. Myślę, że spodoba się osobom, które sięgając po książkę, pragną oderwać się od rzeczywistości i przez chwilę pożyć życiem pięknych i bogatych. 

wtorek, 9 września 2014

Wydawnictwo M zaprasza

Krzysztof Ziemiec, spotkanie, Klub Dziennikarzy pod Gruszką


Jego oczami, spotkanie, Szymon J. Wróbel, Marek Barański


Wydawnictwo M zaprasza wszystkich chętnych na ciekawe wydarzenia literackie:

- dnia 14 września od godziny 13 w kinie ARS w Krakowie będzie miała miejsce krakowska premiera książki "Jego oczami" wzbogacona o spotkanie z Szymonem J. Wróblem i Markiem Barańskim,

- dnia 16 września o godzinie 17.30 w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką odbędzie się spotkanie z Krzysztofem Ziemcem.

Ogromnie żałuję, że do Krakowa mam bardzo daleko, ale mam nadzieję, że na którymś z blogów trafię na relację z tych wydarzeń.

Zachęcam do udziału w spotkaniach:)