piątek, 30 października 2015

"Pąki lodowych róż" Zbigniew Zborowski




Jak wiele nienawiści tkwi w człowieku? Ile zła jest w stanie wyrządzić drugiej osobie? Odpowiedź może wstrząsnąć niejednym z nas. Wojna jest swoistym testem człowieczeństwa. Zbiera swoje żniwo nie tylko w postaci ofiar śmiertelnych, ale także w postaci pokiereszowanych psychicznie ludzi, którzy już nigdy nie będą w stanie zapomnieć o swoich przeżyciach. Można się pokusić o stwierdzenie, że wojna nie kończy się nigdy.

Anna i Bartek – bohaterowie znani nam z poprzedniej części sagi autorstwa Pana Zborowskiego – znów muszą zmierzyć się z przeszłością. Ona, w dziewiątym miesiącu ciąży przeżywa rozterki typowe dla tego czasu. On – zamiast służyć jej wsparciem myśli tylko o ucieczce. Narasta w nim lęk przed wyzwaniem, które go czeka. Przeszłość daje znać o sobie ze zdwojoną siłą. Dawne obawy odżywają. Co będzie jeśli znów zawiedzie? Jeśli nie sprosta wyzwaniom, które stawia przed nim życie? Chęć ucieczki jest tak wielka, że aż trudno się jej oprzeć… Czego tak bardzo boi się Bartek? Aby to zrozumieć musimy cofnąć się w czasie i poznać historię jego babci Natalii.


Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu literackiego Pana Zborowskiego. „Trzy odbicia w lustrze” wzbudziły we mnie mnóstwo emocji, a kontynuacja tejże powieści była jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek tej jesieni. Nie zawiodłam się ani trochę. W książce pojawią się bohaterowie znani nam z pierwszej części, jednak to zupełnie inna historia. Tym razem poznajemy losy rodziny Bartka. Razem z jego babcią Natalią przechodzimy przez piekło wojny. Delikatna i krucha panienka z dobrego domu nagle musiała zmierzyć się z rzeczywistością, która przerosłaby niejednego dojrzałego człowieka. Autor stworzył rzeczywistość tak realną, pisze tak obrazowo, że czytając czułam chłód rosyjskiej tajgi, smagające wiatry i wszędobylskie meszki. Grad kul świszczał mi w uszach, a na gardle zaciskała się lodowata dłoń śmierci. Zbigniew Zborowski nie ograniczył się jedynie do czasów wojennych. Pokazał jak wielkie spustoszenie w ludzkim umyśle czyni wojna, jak wielkimi kalekami emocjonalnymi są ci, którzy przeżyli. Wzbudził we mnie przekonanie,że wojna nigdy się nie kończy, a każde kolejne pokolenie nosi jej piętno. Autor zgrabnie połączył współczesność z historią wpisując ją w życiorysy naznaczonych wojną bohaterów. Wartka akcja, ciekawe portrety psychologiczne postaci, wielowątkowość i nieprzewidywalność to dla mnie największe atuty tej książki. Powieść na zawsze zostanie w mojej pamięci, a po następne sięgać będę w ciemno. Gorąco polecam:)

Zanim sięgniecie po "Pąki lodowych róż przeczytajcie koniecznie "Trzy odbicia w lustrze"

Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze"


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

wtorek, 6 października 2015

Barbara Freethy "Lato w Zatoce Aniołów"





Trudno jest uwierzyć w to co pozostaje niewidoczne dla oczu. Człowiek, tak bardzo związany z tym wszystkim co ziemskie, zamyka się na to czego nie potrafi zrozumieć. W Zatoce Aniołów nikt nie wątpi w istnienie tych nieziemskich stworzeń. Pojawiają się zawsze, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Po tym jak w internecie ukazał się filmik, który ma być dowodem na istnienie aniołów, miasteczko przeżywa prawdziwą inwazję turystów. Przyjeżdża tam również, choć z zupełnie innych powodów, Jenna z siedmioletnią Lexie. Kobieta unika ludzi, a ostatnie czego pragnie to rozgłos. Nie potrafi jednak bezczynnie stać, gdy młoda dziewczyna postanawia popełnić samobójstwo i rusza jej z pomocą. Jenna staje się lokalną bohaterką. Ściąga na siebie uwagę nie tylko mieszkańców, ale i pewnego dziennikarza. Dlaczego kobieta tak bardzo boi się rozgłosu? Jaką tajemnicę skrywa? Kim jest uratowana z morskiej toni dziewczyna? I czy anioły naprawdę istnieją?


„Lato w Zatoce Aniołów” to pierwszy tom z serii książek, których akcja rozgrywa się w uroczym nadmorskim miasteczku. Fabuła to zgrabne połączenie powieści obyczajowej z kryminałem. Całość dopełnia szczypta magii, która dodaje powieści niezwykłości, a jednak jest tak subtelna, że nie zrazi osób twardo stąpających po ziemi. Wielowątkowa fabuła tworzy spójną całość, której motywem przewodnim są anioły. Wątek kryminalny nie jest dominujący, ale mimo wszystko powieść trzyma w napięciu, a na końcu pojawia się oczekiwany dreszczyk emocji. Nie wszystkie tajemnice Zatoki Aniołów zostały wyjaśnione. Domyślam się, że rozpoczęte wątki znajdą swoją kontynuację w kolejnych częściach, dlatego tym chętniej po nie sięgnę. Wam również polecam:)

niedziela, 27 września 2015

Małgorzata Maria Borochowska "Złamane pióro"




Są książki, które wzbudzają wiele emocji. Są też takie, o których szybko się zapomina, a o innych zapomnieć się po prostu nie da. „Złamane pióro” z całą pewnością należy do tych ostatnich. Powieść zmusza do myślenia. Nie jest to książka, przy której się odpoczywa, bowiem uwaga czytelnika musi być cały czas skupiona. Fabuła wydaje się być prosta, akcji praktycznie nie ma, ale nie o to w tej książce chodzi. Nie musi się wiele dziać aby powiedziane zostało wiele. Nie musi paść wiele słów aby zrozumieć wszystko.
„Złamane pióro” nie daje prostych odpowiedzi, nie wyjaśnia ani nie ułatwia czytelnikowi zrozumienia fabuły. Kim jest Emily? Czyż jej zachowanie nie jest irracjonalne? Czy tak naprawdę ma znaczenie co sprawiło, że ucieka od świata? Autorka perfekcyjnie pokazała siłę ludzkiego umysłu, potęgę myśli, która może człowieka wznieść na wyżyny albo zniszczyć.
Emily poraniona przez życie ucieka od swojego dotychczasowego życia do domu dziadków, który kojarzy się jej z poczuciem bezpieczeństwa. Pragnie izolacji, a jednak poszukuje drugiego człowieka. Musi uporać się nie tyle z przeszłością, co z samą sobą. Zupełnie niespodziewanie w jej życiu pojawia się Jacob. Rozmowy z nim pozwalają jej nabrać dystansu do siebie. Emily przypomina mi trochę Śpiącą Królewnę, żywą i jednocześnie martwą, zamkniętą w pokoju wspomnień, osaczoną przez własne lęki. Jacob, jak książę na białym koniu wskazuje jej drzwi ku wolności. Czy jednak Emily podejmie wyzwanie, wyrwie się z letargu i odważy wyjść przez te drzwi?
W powieści znajdują się też obszerne fragmenty książki, którą pisze główna bohaterka. Książki zupełnie nierealnej, a jednak mającej odzwierciedlenie w rzeczywistości Emily i ukazującej jej prawdziwe ja.

„Złamane pióro” to książka dla wymagających, dla tych , którzy od literatury wymagają czegoś więcej niż tylko prostoty. Nie jest to łatwa lektura, którą szybko się czyta. Wręcz przeciwnie. Powieść należy smakować powoli. Podjąć grę, do której zaprosiła nas Autorka i czerpać przyjemność z bogactwa słów. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorce.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

"Pod słońcem prowincji. Zapiski z prostego życia. Potrawy z ziemi i pór roku" Katarzyna Enerlich





Najlepszy, najbardziej wartościowy czas to czas spędzony z samym sobą. Przy filiżance aromatycznej herbaty, świecy rozsiewającej wokół ulubiony zapach i książce, która jest swoistym drogowskazem na znękaną duszę. Nie ma chyba bowiem człowieka, który takiego lekarstwa by nie potrzebował. Dla mnie książkami, które skierowały moje myśli na inne tory stała się cała prowincjonalna seria Pani Katarzyny Enerlich.
Tym razem Autorka zaprasza nas do swojego życia, dzieli się codziennością, która wcale nie musi być szara. Można bowiem nauczyć się czerpać przyjemność z każdej chwili. Żyć tu i teraz. Pochylać się nad źdźbłem trawy, cieszyć tak samo z jesiennej szarugi jak z pierwszego wiosennego słońca. Żyć prosto w zgodzie z naturą, a przede wszystkim w zgodzie z samym sobą. Bo przecież prościej znaczy lepiej, bez zbędnych komplikacji.
„Pod słońcem prowincji” zapakowałam do wakacyjnej walizki. Urlop to dobry czas na taką lekturę. Mam wtedy czas aby smakować słowo. Czytam niespiesznie i z uwagą. Przy wtórze szumu morza czytam mazurskie historie. Czerpię pełnymi garściami z mądrości Pani Enerlich i powoli dojrzewa we mnie myśl, że przecież ja też tak mogę. Nic nie stoi na przeszkodzie abym zaczęła żyć mądrzej i jeść zdrowiej. Wszak granice są tylko w moim umyśle.
Osób, które znają prowincjonalną serię nie muszę przekonywać do sięgnięcia po „Pod słońcem prowincji”. Ci zaś, którzy jeszcze nie znają twórczości Pani Enerlich, a chcą coś w swoim życiu zmienić, znajdą w książce proste wskazówki jak osiągnąć upragniony spokój i wewnętrzną harmonię. Znajdą też przepisy na proste potrawy przyrządzane od podstaw z domowych składników, bez ulepszaczy i konserwantów, poznają radość płynącą z kontemplowania codzienności, czynienia rytuałów z prostych, domowych czynności
Książka podzielona została części odpowiadające porom roku. Każda z nich ma swoje smaki, każda rządzi się innymi prawami: wiosna – pełna życia, emanująca pozytywną energią, rozbuchana i skłaniająca do zmian. Lato przesycone aromatem ziół, soczystych owoców, pełne barw i smaków. Jesień – czas wyciszenia, czas zbierania plonów i przygotowywania się do zimy, która otula świat puszystą kołderką aby dać naturze odpocząć.
Życie w zgodzie z porami roku to coś o czym dziś już się zapomina. Dziś trzeba życie łapać pełnymi garściami, a lato jesień czy zimę odróżniać tylko po zmianie wystroju na witrynach sklepowych. Żyć szybko, jeść szybko, wypoczywać szybko, mieć tysiąc znajomych na FB żeby było komu pochwalić się ekskluzywnymi wakacjami czy ekstremalnymi sportami. Czy potępiam? Nie … każdy żyje tak jak lubi. Być może do wszystkiego trzeba dojrzeć. Może trzeba spróbować śmieciowego jedzenia aby docenić smak domowych potraw? Może trzeba zwiedzić cały świat aby docenić piękno własnej okolicy?
Książkę ubogacają listy czytelniczek, które pragną podzielić się z Autorką swoją prowincją, która niekoniecznie musi być tą wiejską, starymi przepisami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, podróżami bądź historiami, które chcą ocalić od zapomnienia. Bo książka „Pod słońcem prowincji” pełna jest właśnie takich opowieści. Niektóre z nich są prawdziwe, inne to legendy, wszystkie zaś łączy jedno. Warte są tego aby ocalić je dla przyszłych pokoleń.

Za niesamowite chwile spędzone z książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG
                                                       

środa, 15 lipca 2015

"Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia" Marcin Wilk


Piosenki Anny Jantar towarzyszyły mi od dziecka. Ja, rówieśniczka i imienniczka Jej córki, Natalii, czułam się z Nimi szczególnie związana. 
Tragiczna śmierć mojej idolki mocno mną wstrząsnęła. W świecie czteroletniej dziewczynki nie ma miejsca na takie słowa jak tragedia, katastrofa czy śmierć. Nie mogłam pojąć dlaczego ta piękna pani już więcej nie zaśpiewa. Co to znaczy, że zginęła? Przecież Jej córeczka będzie mocno tęsknić. Pytaniom nie było końca, a po policzkach wszystkich zgromadzonych wokół mnie osób płynęły łzy. To było pierwsze wydarzenie, które zachwiało moim dotychczas beztroskim światem. Uświadomiło mi, że życie nie jest niekończącą się zabawą, a czasem bywa okrutne i może pozbawić nas tego co dotychczas uznawaliśmy za pewnik. Śledziłam losy Natalii i kibicowałam Jej karierze. Choć minęło tyle lat to nadal czuję więź z moją imienniczką.


Niedawno dostałam od Wydawnictwa Znak przesyłkę, której zupełnie się nie spodziewałam. Otworzyłam kopertę i spojrzałam prosto w oczy Annie Jantar. Ogromnie się wzruszyłam przeglądając zamieszczone w książce fotografie. Biografia mojej idolki z dzieciństwa stała się dla mnie podróżą sentymentalną. Informacje zebrane w książce sprawiły, że jeszcze lepiej poznałam osobę znaną mi dotychczas tylko ze szklanego ekranu.

Historia Anny Jantar pokazuje, że nigdy nie należy się poddawać. Trzeba wierzyć w marzenia i uparcie, na przekór wszystkiemu dążyć do celu.
Wydawać by się mogło, że o Annie Jantar powiedziano już wiele. A jednak biografia autorstwa Marcina Wilka dała mi inne spojrzenie na moją idolkę. Poznałam Ją nie tylko jako wspaniałą wokalistkę, ale także jako kobietę, żonę i przede wszystkim matkę. Biografia napisana została bardzo rzetelnie. Autor zbierał rozmaite dokumenty związane z Anną Jantar, doszukiwał się wszelakich informacji, rozmawiał z osobami, które miały z Nią kontakt. W rezultacie powstała historia na wskroś prawdziwa, utkana z faktów, ale nie pozbawiona również emocji. To historia kobiety z krwi i kości, która nie miała w sobie nic ze współczesnych celebrytek. Jaka była naprawdę? Pełna sprzeczności, kobieta o wielu twarzach, życzliwa, pozytywnie nastawiona do ludzi i świata, uparta i konsekwentna, naturalnie piękna... Wymieniać można by długo, ale całej prawdy zapewne nie poznamy nigdy.

Biografia piosenkarki ukazana została w bardzo szerokim spektrum. Autor nie ogranicza się jedynie do faktów związanych z Jej życiem, ale naświetla również sytuację polskiej muzyki uwzględniając ówczesne realia.

Anna Jantar żyje nadal w sercach wielu fanów. Jej ponadczasowe piosenki, piękny głos, charyzma i urok osobisty zapewniły Jej nieśmiertelność. Kim byłaby dziś? Jak potoczyłaby się Jej kariera? Te pytania na zawsze pozostaną bez odpowiedzi. Ja zaś z sentymentem będę nucić ponadczasowe hity przenoszące mnie do czasów beztroskiego dzieciństwa.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak


środa, 22 kwietnia 2015

"Babie lato" Danuta Pytlak

Danuta Pytlak "Babie lato" recenzja książki


Czas przecieka między palcami. Nie czeka na nikogo, nie ogląda się za opieszałymi. Dni mijają niepostrzeżenie przynosząc radość, strach, a często smutek. Jak nitki babiego lata niesione wiatrem w nieznane tak i życie człowieka czasem zaskakuje w najbardziej nieprzewidywalny sposób.

Michalina od dłuższego czasu narzeka na wyjątkowo złe samopoczucie. Często boli ją głowa, jest zmęczona a mimo to nie może spać.  Początkowo sądzi, że to z przepracowania, jednak objawy nie ustępują, a wręcz nasilają się. W końcu za namową przyjaciółki idzie do lekarza, który zleca jej szereg badań. Diagnoza niestety nie jest pomyślna. Michalinę czeka poważna operacja. Jak się wkrótce okazuje, choroba to dopiero początek niespodzianek, którymi życie chce ją jeszcze zaskoczyć.

Mimo iż na rynku wydawniczym nie brakuje książek to jednak coraz trudniej jest trafić na powieść, która zapada w serce. A „Babie lato” Danuty Pytlak właśnie do takich lektur należy. Powieść jest wielowątkowa, pojawia się też w niej sporo postaci. Wszystko jednak zgrabnie się ze sobą łączy tworząc spójną całość. Fabuła aż kipi od emocji, a to za sprawą mnogości poruszanych problemów. W „Babim lecie” przeczytamy o zmaganiu się z ciężką chorobą, samotności, problemach małżeńskich, a także o bolesnym odkrywaniu tajemnic z przeszłości. Zazwyczaj nie przepadam za aż taką mnogością tematów, ale czytając „Babie lato” miałam wrażenie, że wszystkie wątki są integralnie ze sobą związane. Autorka zadbała aby powieść nie była monotonna. Czyta się ją błyskawicznie, czasem z uśmiechem na ustach, a czasem ze łzą w oku.

„Babie lato” to jak najbardziej życiowa historia o tym jak łatwo w życiu zgubić drogę i jak ważne jest to aby ją odnaleźć. Czasem nie dostrzegamy tego co jest najważniejsze, a dawno obrany cel znika nam z oczu. Bywa, że potrzeba naprawdę solidnego tąpnięcia abyśmy znów obrali właściwy kurs. Michalina, główna bohaterka „Babiego lata” właśnie na takim zakręcie się znalazła. Rozpad małżeństwa i ciężka choroba zmusiły ją do przewartościowania swojego życia. To co przeszła dało jej odwagę do zmierzenia się z demonami przeszłości.


Za sprawą mnogości poruszanych tematów „Babie lato” jest powieścią uniwersalną. Spodoba się osobom, które tak jak Michalina znalazły się w trudnej sytuacji, a także tym czytelnikom, którzy sięgają po tę powieść dla relaksu.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka
                       

wtorek, 17 marca 2015

Christophe Mauri "Matt Hidalf. Klątwa Cierni"

Christophe Mauri "Matt Hidalf. Klątwa Cierni" recenzja książki



Matt Hidalf – młody, niepokorny i ciut arogancki chłopiec znów popada w tarapaty. Nieświadom niebezpieczeństwa idzie na zorganizowaną przez ojca konferencję prasową. Szybko jednak okazuje się, że był to podstęp i Matt ma zaledwie tydzień aby wyplątać się z zarzuconych na niego sieci. Jedynym bezpiecznym miejscem wydaje się być Akademia Elity. Niebawem jednak okazuje się, że szkole grozi wielkie niebezpieczeństwo, przy którym problemy Matta wydają się maleńkie. W wyniku splotu niepomyślnych wydarzeń na Akademię zostaje rzucona klątwa cierni. Odtąd nikt nie może opuścić murów szkoły ani do niej wejść. Czy Mattowi uda się rozwikłać skomplikowaną intrygę?

„Klątwa cierni” to druga część przygód Matta Hidalfa. Niestety nie miałam okazji czytać pierwszej książki, przez co początkowo trochę trudno było mi wciągnąć się w fabułę. Był to jednak problem chwilowy, który zniknął po kilkunastu stronach. Zaintrygowały mnie skomplikowane losy chłopca i historia z pogranicza snu i jawy.
Szczególnie na moją wyobraźnię podziałały wszechobecne nimfy, które rozświetlają komnaty, ale i strzegą swoich podopiecznych. Miałam wrażenie, że te drobne, małe istoty swym blaskiem rozjaśniają także dość mroczną fabułę.
W powieści Autor przedstawia odwieczną walkę dobra i zła. Fabuła lubi zaskakiwać. Często tak naprawdę nie wiadomo kto jest kim i czego można się po danych postaciach spodziewać. Atutem książki z całą pewnością jest też to, że niezwykle trudno samemu rozwikłać zagadkę związaną z klątwą cierni i domyślić się jakim celom miała ona służyć. Niepewność i tajemniczość towarzyszą każdej stronie. Fabuła jest dość mroczna, pełna niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Samego Matta trudno uznać za sympatycznego, a jednak chłopiec ma w sobie coś ujmującego. To coś ulotnego i trudnego do określenia, co sprawia, że kibicuje się jego poczynaniom, nie zważając na trudny charakter młodzieńca. Powieść dedykowana jest raczej starszym dzieciom, które gustują w nie przesadzonej fantastyce, umożliwiającej wędrówkę poza czasem i przestrzenią.
Niekwestionowanymi atutami książki są tajemniczość, nieprzewidywalność i specyficzny klimat. Nie należy jednak zapominać o dość charakterystycznych postaciach, które pojawiają się w powieści. I wcale nie mam tu na myśli jakiś niezwykłych stworów rodem z baśni, których w powieści nie ma wiele, ale postaci z krwi i kości, z którymi młody czytelnik z powodzeniem może się identyfikować. Fabuła jest bowiem tak specyficznie skonstruowana, że choć zahacza o fantastykę to jednak cały czas sprawia wrażenie jakby była mocno osadzona w rzeczywistości. Cóż … to co napisałam może brzmieć dziwnie, ale takie właśnie było moje odczucie podczas czytania „Klątwy cierni”. Świadczyć to może jedynie o kunszcie literackim Autora, który potrafił stworzyć fantastyczną historię przenoszącą czytelnika w wyimaginowany świat i dającą mu poczucie prawdopodobieństwa. Gorąco polecam nie tylko młodszym czytelnikom.


Za egrzemparz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak emotikon





poniedziałek, 2 marca 2015

"Prowincja pełna snów" Katarzyna Enerlich

Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna snów" recenzja książki


Lubię niespieszne poranki. Ja, tak bardzo domowa, bez makijażu, z włosami luźno ściągniętymi gumką. Jeszcze w piżamie i ulubionej bluzie siadam wygodnie na kanapie i otulam się moją samotnością. Dłonie rozgrzewa kubek parującej herbaty, a moje sam na sam oswaja „Prowincja pełna snów”.

Na mazurskiej wsi czas biegnie inaczej. Odmierzany wyraźnymi porami roku. Niespieszna codzienność, jakże inna od tej miejskiej. Tu człowiek nie jest trybikiem napędzanej przez pieniądz maszyny. Prowincja pełna snów, marzeń cicho szeptanych gwiazdom i prawdziwych smaków bez sztucznych aromatów i dodatków. W takie miejsce można uciec na chwilę od wielkomiejskiego gwaru bądź zostać na zawsze, tak jak Ludmiła. Życie znowu stanęło z nią w szranki. Kto silniejszy? Kto tym razem wygra? Ile razy można podnosić się po zadanych ciosach? Ludmiła udowodniła, że nie jest już tą samą osobą co kiedyś. Nie sztuką bowiem jest pokonać przeciwności losu. One przeminą niezależnie od nas, tak jak po burzy zawsze wychodzi słońce. Sztuką jest wyciągać z nich wnioski, aby stać się silniejszym i gotowym do walki z tym, co jeszcze przyniesie nam życie.

„Prowincja pełna snów” to coś więcej niż książka o zmagającej się z życiem kobiecie. To powieść, która może zmienić życie każdego z nas. Pod warunkiem, że sami będziemy tego chcieli. Jestem pod ogromnym wrażeniem prozy Pani Enerlich. Każda kolejna książka jest dojrzalsza. Każda zawiera inne przesłanie. „Prowincja pełna snów” porusza niezwykle trudny temat, jakim jest wybaczenie, konieczność pogodzenia się z bolesnymi faktami, na które nie mamy wpływu. Wybaczenie daje wolność i siłę do tego aby iść dalej.

Przyznam, że kiedy dowiedziałam się, co takiego los zaserwował głównej bohaterce i domyśliłam się, że ona mimo wszystko wybaczy, zrodził się we mnie bunt. Sama nie wiem czego oczekiwałam. Zemsty? Wiecznego użalania się nad sobą? Dopiero, gdy dotarłam, do fragmentu, którego się tak obawiałam, pojęłam o co Autorce chodziło.

„Prowincja pełna snów” to, tak jak poprzednie części cyklu, kult prostego życia w zgodzie z naturą, a przede wszystkim z samym sobą. To odkrywanie nowych pasji, które nadają życiu sens. Książka pachnie prostymi potrawami i wiedzie czytelnika nie tylko mazurskimi szlakami. Z uśmiechem na ustach czytałam o spotkaniu Ludmiły z pewną sympatyczną Autorką, która również należy do grona moich ulubionych.


Z żalem zamknęłam „Prowincję pełną snów” na ostatniej stronie. Pełne emocji zakończenie sprawiło, że nie tylko czuję niedosyt mądrych, życiowych rad, ale także jestem ogromnie ciekawa jak Ludmiła poradzi sobie z kolejnym życiowym problemem.

Za niesamowite chwile spędzone z "Prowincją pełną snów" serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG
                                                       

wtorek, 24 lutego 2015

Tego jeszcze nie było

Tego jeszcze nie było! Jeśli nie zachwyci Was debiutancka powieść Pani Doroty Gąsiorowskiej "Obietnica Łucji" Wydawnictwo Znak gwarantuje wymianę tej książki na inną. Szczegóły akcji znajdziecie tutaj

 Życie pełne jest nieprzewidzianych zbiegów okoliczności. Uciekając przed swoją przeszłością, Łucja przypadkowo trafia do Różanego Gaju – uroczego miasteczka ze starym, zniszczonym dworkiem. Przypadek sprawia, że zaprzyjaźnia się z młodą umierającą kobietą i składa jej niezwykłą obietnicę: ma odnaleźć ojca jej córeczki. Kiedy więc w zaskakujących okolicznościach poznaje genialnego muzyka i jego zimną i bezduszną partnerkę Adelę, zaczyna dostrzegać, że przypadki odgrywają w jej życiu coraz ważniejszą rolę. A może to nie zbiegi okoliczności, tylko przeznaczenie? Obietnica Łucji to pełna wzruszeń opowieść o nadziei i prawdzie. Historia o przeznaczeniu, które chodzi zawsze swoimi ścieżkami.

Piękny opis, prawda? Czujecie się zachęceni? Bo ja jestem bardzo ciekawa tej książki. Uwielbiam polskich autorów, a ta powieść kusi mnie odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach.
Książka ma swoją premierę 5 marca, ale możecie ją już kupić na stronie Wydawnictwa Znak.
Polecam.