poniedziałek, 1 września 2014

Refleksyjnie

morze, Bałtyk, mewy, refleksyjnie


Dziś definitywnie pożegnaliśmy wakacje. Zrobiło się ciut smutno i nostalgicznie. Za oknem świat płakał deszczem, a nawet jeśli nie padało to w powietrzu unosiła się nieprzyjemna wilgoć. Niby wiadomo, że w życiu na wszystko jest czas, na smutek i radość, na słońce i deszcz, na pracę i wypoczynek. A jednak trudno stłumić żal. W zasadzie nie wiem za czym. Może za umykającą chwilą, niespełnionymi marzeniami, planami, które odeszły w niepamięć, za młodością, która bezpowrotnie przemija, za dzieckiem, które dopiero woziłam w wózeczku, a które jutro z ciężkim, wypchanym plecakiem pójdzie do szkoły aby zacząć naukę w czwartej klasie. Mam nadzieję, że szybko dostosuje się do nowych obowiązków, innych zasad no i oczywiście nauczycieli. Kiedy zobaczyłam jego nowy plan lekcji, oczy zrobiły mi się wielkie jak spodki. Cóż … zaczyna się prawdziwa szkoła. Żal mi było dziś patrzeć na te biedne sześciolatki, które przez czyjeś widzimisie straciły rok dzieciństwa. Ale to temat rzeka. Nie chce mi się wierzyć, że moje młodsze dziecko, które nigdzie nie rusza się bez swojej ukochanej przytulani, za dwa lata będzie musiało zmienić pluszowego pieska na plecak.

Teraz siedzę z kubkiem gorącej herbaty, otulona optymistycznie pomarańczowym kocykiem i powtarzam sobie, że … będzie dobrze. Kto ma wiarę ten nie potrzebuje nadziei. Tak jak jest czas na radość i czas na smutek, tak też i każdy etap w życiu ma swoje uroki. Mam nadzieję, że znajdę w sobie dość odwagi aby je odkrywać.

słonecznik, optymizm, refleksyjnie


A teraz "Biegnij, uciekaj zanim złapie Cię czas..."



piątek, 29 sierpnia 2014

Stosik na wrzesień

stosik na wrzesień


Wielu blogerów prezentuje książki, które ostatnio zawitały w ich domach. Moje stosiki mają nieco inny charakter. Tworzą je powieści, które w najbliższym czasie chcę przeczytać. Dzięki temu mam piękny plan czytelniczy, a Wy wiecie jakie książki będą gościć na moim blogu.
I tak od dołu:
- Izabella Frączyk "Koniec świata"
-Debbie Macomber "Hotel na Rozdrożu"
-Jo Nesbro "Człowiek nietoperz"
-Fabio Volo "Pierwsze światła poranka"
-Mariusz Sieniewicz "Walizki hipochondryka"
-Romuald Pawlak "Związek do remontu"
-Aneta Rzepka "Miseczka szczęścia"
-Diane Chamberlain "Kłamstwa"
-Grażyna Jeromin - Gałuszka "Długie lato w Magnolii"

Jak widać wrzesień zapowiada się ciekawie i różnorodnie. Bardzo cieszę się, że mam okazję przeczytać "Długie lato w Magnolii". Ciekawa jestem też "Kłamstw" i "Miseczki szczęścia". Czytaliście którąś  z tych powieści? Co polecacie?

W czytaniu nieodłącznie towarzyszy mi nasza domowa pieszczoszka, która tylko czeka, kiedy wezmę książkę w rękę. To oznacza, że w końcu będzie można umościć się wygodnie na kolankach.

york, yorkshire terrier

Pozdrawiam serdecznie:)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Serce nie słucha" Karolina Kubilus

Karolina Kubilus "Serce nie słucha", recenzja
Autor: Karolina Kubilus
Tytuł: "Serce nie słucha"
Wydawnictwo: Replika
rok wydania: 2011
ilość stron: 296
moja ocena: 4,5/6








„Serce nie słucha” to literacki debiut Pani Karoliny Kubilus. Lubię polskich autorów, naszą szarą, rodzimą rzeczywistość. Lubię też odkrywać nowych pisarzy, którzy wnoszą do naszej literatury powiew świeżości. Na letni, urlopowy czas szukałam powieści o lekkiej, łatwej i przyjemnej tematyce. Sięgając w bibliotece po „Serce nie słucha” spodziewałam się właśnie takiej książki.

Anita sama wychowuje syna. Mąż zostawił ją dawno temu. Wyjechał do pracy do Niemiec i wszelki słuch o nim zaginął. Lata mijały, a ona musiała radzić sobie sama. Nie tylko bez męża, ale i bez rodziców, którzy wyjechali do Ameryki, kiedy była małą dziewczynką. Wydaje się, że pogodziła się z samotnością, ale to tylko pozory. Anita pracuje jako nauczycielka w szkole podstawowej. Chociaż bardzo lubi swoją pracę to o niczym nie marzy tak bardzo, jak o tym aby ją zmienić. A to wszystko przez wyjątkowo okrutną panią dyrektor, która uparła się aby uprzykrzyć jej życie. Małym promyczkiem mile łechcącym podupadające ego Anity jest tajemniczy mężczyzna, który zostawia jej kwiaty. Kim jest ów wielbiciel? Czy jego pojawienie zwiastuje szczęście czy też kłopoty?

Spodziewałam się książki lekkiej, łatwej i przyjemnej i taką właśnie okazała się powieść „Serce nie słucha”. To typowy przykład literatury kobiecej, po którą sięgamy dla poprawy nastroju, relaksu bądź oderwania się od rzeczywistości. Czyta się ją szybko, fabuła wciąga, łatwo możemy się też identyfikować z główną bohaterką bądź jej przyjaciółkami. Autorka poruszyła dość sporo różnorodnych tematów. Dzięki temu każdy w powieści odnajdzie coś dla siebie. Nie ma wydumanych problemów, a bohaterowie są postaciami bardzo realistycznymi. Jedynie mało prawdopodobny, a może raczej ciut niedopracowany, wydał mi się wątek z tajemniczym adoratorem. Ale czym byłaby powieść dla kobiet bez wątku miłosnego? I która z pań, szczególnie tych bez drugiej połówki, nie marzy skrycie o takiej manifestacji uczucia?

„Serce nie słucha” to nie tylko romans, ale także powieść obyczajowa opowiadająca o typowych problemach z jakimi musi się borykać współczesna kobieta. Samotne wychowywanie dziecka, problemy w pracy, uciążliwy szef, nieustanna samotność i brak oparcia w drugim człowieku to tylko szczyt góry lodowej. Anitę wspiera dość liczne grono przyjaciół, na których zawsze może liczyć. Jednak przyjaciele to nie wszystko. Pocieszą, poradzą, pomogą rozważyć wszystkie za i przeciw i … pójdą do domu. Z wszelkimi decyzjami i problemami zazwyczaj zostaje się samemu.


„Serce nie słucha” to lekka, romantyczna i momentami zabawna powieść, która być może nie zapadnie na długo w pamięć, ale z pewnością zapewni rozrywkę i odskocznię od innych, bardziej poważnych lektur. 

sobota, 23 sierpnia 2014

Asertywność, czyli trudna sztuka mówienia "NIE"

asertywność, trudna sztuka mówienia nie


Czy zdarza się Wam robić coś wbrew sobie tylko po to aby zadowolić innych? Nie mam na myśli oczywiście żadnych rzeczy niezgodnych z prawem,  a raczej takie zwykłe codzienne wydarzenia które wprawiają nas w dobry nastrój albo skutecznie go psują. Krótko mówiąc: czy jesteście asertywni? Czy potraficie powiedzieć: NIE? Ja niestety mam z tym problem. Często wplątuję się w sytuacje, na które zupełnie nie mam ochoty tylko dlatego, że nie potrafię odmówić. Strasznie się wtedy na siebie złoszczę. Obiecuję sobie, że to już na pewno ostatni raz. Układam w myślach skomplikowany plan wyplątania się z niezręcznej sytuacji, ale ostatecznie kapituluję.

Tak naprawdę to sama nie wiem co jest lepsze. Wewnętrzna kapitulacja czy też tupnięcie nogą i narażenie się na wieczne potępienie, ostentacyjne milczenie i wykluczenie z towarzystwa na wieki wieków. W takich sytuacjach bilans jest zawsze taki sam, tylko szala przechyla się w jedną albo drugą stronę. Niezależnie od tego czy ma się odwagę zaprotestować, czy też nie, zawsze jest poszkodowany i zadowolony.


Ciekawa jestem jak Wy radzicie sobie w tego typu sytuacjach. Czy dla świętego spokoju godzicie się na coś czego tak naprawdę nie akceptujecie? Czy może potraficie sprzeciwić się z pełną świadomością, że swoją postawą kogoś skrzywdzicie?

czwartek, 21 sierpnia 2014

"Idealne życie" Katarzyna Kołczewska

Katarzyna Kołczewska "Idealne życie" recenzja
Autor: Katarzyna Kołczewska
Tytuł: "Idealne życie:
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2014
ilość stron: 384
moja ocena: 6/6







Któż z nas nie marzył choć odrobinkę o idealnym życiu? Takim, jak w bajcie, gdzie wszystko kończy się optymistycznym „żyli długo i szczęśliwie”? Każdy problem jest do rozwiązania, zła czarownica zostaje ukarana, a piękna księżniczka rozkwita w ramionach przystojnego księcia. Od dziecka karmimy się wizją takiej właśnie dorosłości. W końcu jednak przychodzi moment, że sen o idealnym życiu pryska, jak bańka mydlana. Z narastającą frustracją i zazdrością patrzymy na życie innych. Podziwiasz piękną sukienkę sąsiadki lub koleżanki. Zazdrościsz jej pracy, pieniędzy, przystojnego męża i wspaniałych dzieci. A tak naprawdę niewiele o niej wiesz.

Ela miała wszystko o czym tylko można zamarzyć. Wspaniała praca, mnóstwo pieniędzy, drogie ciuchy, willa w Zakopanem, apartament w Juracie… Ach, wymieniać można jeszcze długo. Dlaczego więc pewnego słonecznego, majowego dnia postanawia popełnić samobójstwo? Ewa, jej siostra bliźniaczka nie może tego pojąć. Jak można dobrowolnie zrezygnować z idealnego życia? Jej przypadła w udziale rola wiecznie zestresowanej, zabieganej matki polki. To na jej, Ewy głowie jest cały dom, dzieci, wiecznie zrzędząca matka, pranie, sprzątanie, gotowanie, praca i mąż, który w niczym nie pomaga. Wiadomość o śmierci siostry jest dla niej ciosem. Łączyła je szczególna więź. Widziały o sobie wszystko. Ewa postanawia wyjaśnić zagadkę samobójczej śmierci jej idealnej siostry bliźniaczki. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak mało znała Elę i jak bolesna będzie to prawda.

Niedawno czytałam „Kto jak nie ja” Pani Katarzyny Kołczewskiej. Byłam zachwycona bogactwem wątków i sporą dawką silnych emocji. Sięgając po „Idealne życie” liczyłam na równie ciekawą lekturę i nie zawiodłam się. Tematyka jest wprawdzie zupełnie inna, ale wspólnym mianownikiem dla obu powieści są uczucia, których zazwyczaj się wstydzimy. Wszyscy dobrze wiemy, że idealne życie nie istnieje. To pozory i dziecinne mrzonki. Im szybciej sobie to uświadomimy tym lepiej. A jednak każdemu zdarza się z zazdrością patrzeć na czyjeś życie, podziwiać to co jest na zewnątrz, nie znając zupełnie prawdy o drugim człowieku. Ach, jakże to typowe. Autorka idealnie uchwyciła subtelną granicę pomiędzy dwoma światami: życiem na pokaz i tym skrzętnie skrywanym.

Początkowo bardzo polubiłam Ewę. Identyfikowałam się z nią, momentami miałam wrażenie jakby Pani Kołczewska opisywała moje nieidealne życie, któremu towarzyszy nieustanny chaos, zabieganie i przeciętność. Jednak wraz z rozwojem akcji moja sympatia do Ewy malała. Trudno mi zrozumieć dlaczego nie potrafiła dostrzec tak oczywistej prawdy nawet wtedy, gdy dowody mówiły same za siebie? Dlaczego nigdy nie znalazła czasu aby szczerze porozmawiać z siostrą? Krótko mówiąc powieść zmusza do zastanowienia się nad samym sobą. Czy ja również nie zachowuję się w ten sposób? Czy moja pogoń za idealnym życiem nie przesłania mi czegoś ważniejszego?


Książka wciąga od samego początku i trzyma w napięciu do ostatniej strony. W międzyczasie wraz z Ewą i policją próbujemy poznać prawdziwe życie Elżbiety Miczkowskiej, które okazuje się niezwykle zagmatwane i dalekie od ideału. Pani Kołczewska kolejny raz stanęła na wysokości zadania. Okazała się nie tylko doskonałą pisarką, ale także świetnym psychologiem.

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Szansa na życie" Diane Chamberlain

Diane Chamberlain "Szansa na życie" recenzja
Autor: Diane Chamberlain
Tytuł: "Szansa na życie"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2012
ilość stron: 408
moja opinia: 6/6







Diane Chamberlain należy do grona najpopularniejszych amerykańskich pisarek. Jej książki niejednokrotnie osiągały status bestsellerów i tłumaczone były na wiele języków. Przyznam, że do amerykańskich powieści długo nie mogłam się przekonać. Zazwyczaj wybieram rodzimych autorów, którzy opisują znaną mi rzeczywistość i problemy, z którymi czasem i ja się borykam. Po „Szansę na życie” sięgnęłam przypadkiem. Czy i ja stanę się fanką Diane Chamberlain?

Kiedy Sophie miała trzy lata wykryto u niej ciężką chorobę nerek. Z roku na rok stan dziewczynki pogarszał się. Wymagała coraz częstszych dializ, a lekarze nie wróżyli jej długiego życia. Zdesperowana matka, pomimo ostrych sprzeciwów byłego męża i własnych rodziców, zapisała córkę na eksperymentalną terapię. Ziołowy lek zdziałał cuda. Stan dziewczynki na tyle się poprawił, że mama zgodziła się na jej samodzielny wyjazd na biwak. Sophie jednak z tej wyprawy nie wraca. Samochód, którym jechała razem z koleżanką i jedną z instruktorek znika i nikt nie wie co mogło się wydarzyć. Rozpoczynają się desperackie poszukiwania. Jak długo chora dziewczynka będzie w stanie wytrzymać bez leków i dializ?

Powieść Diane Chamberlain zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka zaskakuje perfekcyjnie zaplanowaną fabułą. W książce pojawia się sporo wątków, które początkowo pozornie się ze sobą nie łączą. Z czasem jednak odnajdujemy coraz więcej powiązań, by pod koniec wszystkie puzzle skomplikowanej układanki wskoczyły na swoje miejsce. „Szansa na życie” wciąga od samego początku i trzyma w napięciu do końca. Zaskakuje nie tylko bogatą fabułą, ale także nagłymi zwrotami akcji i skomplikowanymi portretami psychologicznymi postaci. Na plan pierwszy wysuwa się oczywiście Janine, mama małej Sophie. Jej wielka miłość do córeczki i determinacja sprawiły, że nie poddała się i wbrew wszystkiemu walczyła do końca. Jej całkowitym przeciwieństwem jest Zoe, która przez całe życie chowała głowę w piasek, byle tylko nie dostrzec tego co nie pasowało do wizerunku kobiety idealnej.


„Szansa na życie” to przede wszystkim świadectwo ogromnej miłości macierzyńskiej i niezłomności w walce o zapewnienie choremu dziecku w miarę szczęśliwego dzieciństwa. Jest to też opowieść o tym, że nigdy nie należy osądzać kogoś po pozorach, bowiem rzadko kiedy w ten sposób poznamy prawdę o człowieku.

piątek, 15 sierpnia 2014

Święto Matki Boskiej Zielnej

Święto Matki Boskiej Zielnej, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny


Obchodzone w dniu dzisiejszym Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny zwane jest też Świętem Matki Boskiej Zielnej. Od wieków w tym właśnie dniu przynoszono do kościołów bukiety z kwiatów i ziół. Poświęcone wianki zasuszano, wierząc, że będą one chronić dom i jego mieszkańców przed nieszczęściem i chorobami. Tradycja ta jest wciąż żywa choć może nie aż tak popularna jak kiedyś.


Dziś w drodze do kościoła mijałam całkiem sporo osób niosących kwiaty. Na mszy też nie brakowało imponujących bukietów. Muszę przyznać, że niektóre wyglądały jakby były prosto z kwiaciarni i raczej nie przypominały tych tradycyjnych. A ja w tym roku właśnie postawiłam na prostotę. Do poświęcenia zaniosłam wrotycz i nawłoć zarwane na łące, zboże, miętę i melisę z mojego przydomowego ogródka. Całość zaś ozdobiłam kwiatami zatrwianu i słomiankami, które pięknie się zasuszą i dodadzą bukiecikowi koloru. Wszak ma on pełnić rolę nie tylko leczniczą ale również powinien cieszyć okoJ.

Dzisiejszy dzień to także doskonała okazja żeby podziękować za kolejne piękne lato. Za gorące słońce i chłody wiatr, za deszcz, obfitość kwiatów, ziół, warzyw i owoców, które będą nam służyć do następnego lata.


Kochani, nie zapominajmy o starych, polskich świętach. Kultywujmy tradycję aby móc przekazać ją następnym pokoleniom. W końcu to nasze korzenie i jednocześnie nasza przyszłość.



niedziela, 10 sierpnia 2014

"Uroczysko" Magdalena Kordel

Autor: Magdalena Kordel
Tytuł: "Uroczysko"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2011
ilość stron: 256
moja ocena: 5/6







Zmiany nieodłącznie wpisane są w scenariusz życia każdego z nas. Towarzyszą nam od urodzenia. Nie potrafimy przewidzieć przyszłości, a na temat konsekwencji podjętych przez nas decyzji i dokonanych wyborów możemy jedynie snuć domysły. Chyba dlatego tak bardzo boimy się zmian. Czasem ze strachu wolimy tkwić w toksycznych związkach, albo wykonywać pracę, której szczerze nienawidzimy. Jeśli mamy szczęście życie podejmie decyzję za nas.

Majka pewnej mroźnej zimy dowiedziała się, że jest do niczego. Nie sprawdziła się jako żona i dlatego jej osobisty mąż postanowił odejść do innej. Dziewczyna nie ochłonęła jeszcze z tych rewelacji, a już spadły na nią kolejne. Otóż szanowny małżonek wykazał się kreatywnością także w zaciąganiu kredytów. Jego pomysłowość sprawiła, że Majka stanęła przed groźbą utraty domu. Załamana spakowała walizki i wraz z córką przeniosła się do rodziców. Jednak i tam nie było jej dane zaznać spokoju. Aby nabrać dystansu do piętrzących się problemów Majka postanowiła wyjechać w Sudety do Malowniczego. Z daleka  od zgiełku Warszawy i prawie już byłego męża, świat wydaje się piękniejszy, a życie prostsze i łatwiejsze do ułożenia.

Ach, jak miło było zagościć w Malowniczem. W takim miejscu łatwiej wyleczyć zranioną duszę, łatwiej dojść do siebie choćby po najgorszych przeżyciach. A jeśli do tego ma się wokół siebie życzliwe osoby, to czego można więcej wymagać?

„Uroczysko” to pierwsza z cyklu powieści autorstwa Pani Kordel, których akcja rozgrywa się w małym, pełnym uroku miasteczku. Malownicze stanowi kontrast dla bezosobowej i pełnej zgiełku Warszawy. Jednak najważniejsi są ludzie. Bez rodziców, przyjaciółki i sympatycznych mieszkańców Malowniczego, Majka z całą pewnością nie doszłaby tak szybko do siebie. To ich miłość i nieustanne wsparcie sprawiły, że kobieta nie straciła poczucia własnej wartości.

Pani Kordel stworzyła powieść, która sporą dawką humoru rozświetli choćby najpochmurniejszy dzień. To historia nie tylko o porozwodowej traumie, ale także o poszukiwaniu samego siebie i konieczności układania sobie życia na nowo. Autorka udowadnia jak zbawienne może okazać się przełamanie własnego strachu i wewnętrznej niechęci przed zmianami.


„Uroczysko” to doskonała powieść na poprawę nastroju i odbudowanie wiary w marzenia i własne możliwości. Być może stanie się ona pierwszym krokiem ku nowemu, lepszemu życiu.

wtorek, 5 sierpnia 2014

"Prowincja pełna szeptów" Katarzyna Enerlich

Katarzyna Enerlich "Prowincja pełna szeptów"
Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: "Prowincja pełna szeptów"
Wydawnictwo: MG
rok wydania: 2014
ilość stron: 272
moja ocena: 6/6

Przeczytaj również:
"Prowincja pełna marzeń"
"Prowincja pełna gwiazd"
"Prowincja pełna słońca"
"Prowincja pełna smaków"
"Prowincja pełna czarów"

Marzę o książce, w której rozsmakuję się, jak w pysznym daniu. Przyniesie mi ukojenie po ciężkim dniu, ale jednocześnie nauczy czegoś ważnego, sprawi, że coś się w moim życiu zacznie zmieniać. Wiem, że wymagam wiele, ale takie właśnie książki zostają ze mną na całe życie. Często do nich wracam, a mądrości z nich zaczerpnięte staram się wcielać w życie. Rzadko trafiam na takie perełki, a prowincjonalna seria Pani Katarzyny Enerlich z całą pewnością do nich należy.

Ludmiła leczy rany po wyjątkowo ciężkich przeżyciach. Los postanowił kolejny raz dać jej lekcję pokory. Zrozpaczona zaszywa się pod kołdrą, co daje jej złudne poczucie bezpieczeństwa. Wokół niej, jak dobre duchy, krążą przyjaciele. Karmią, sprzątają, ale przede wszystkim są. Swą dyskretną obecnością pomagają Ludce wyjść z depresji. W życiu każdego człowieka przychodzi czas szczęścia i czas rozpaczy. Kiedy jesteśmy na samym dnie trudno uwierzyć, że kiedyś i dla nas zaświeci słońce. Tę życiową mądrość w praktyce odkrywa również Ludmiła. Jej życie powoli odmienia się na lepsze, choć z pewnością nigdy już nie będzie takie samo.

Są książki, które pochłania się w jeden wieczór, nie mogąc się wręcz doczekać zakończenia. Fabuła wciąga, a razem z bohaterami przeżywamy ich wzloty i upadki. Ja jednak najbardziej cenię książki, które czytam niespiesznie, smakując każde słowo, powoli zaprzyjaźniając się z bohaterami. Taka właśnie jest „Prowincja pełna szeptów”. Śmiało mogę powiedzieć, że Ludmiła to moja dobra znajoma. Chętnie u niej goszczę, a ona, jak przystało na dobrą gospodynię, przyjmuje mnie po królewsku. Przy swojskim jedzeniu odkryje przede mną kolejne mazurskie tajemnice, opowie o warmińskich szeptuchach, nauczy żyć prosto, a szczęśliwie. „Prowincja pełna szeptów” to książka, która jak żadna inna karmi duszę dobrym słowem. Być może Pani Katarzyna Enerlich jest taką mazurską szeptuchą, która za pomocą książek próbuje pokazać czytelnikom, jak ważne jest życie w zgodzie z samym sobą i jak wiele dobrego daje nam natura. Od nas zależy jak będzie wyglądało nasze życie i jakich dokonamy wyborów. Książki z prowincjonalnej serii spodobają się osobom, które chcą w sobie coś zmienić. Być może właśnie one staną się iskrą, która rozpali ogień wewnętrznych przemian.

„Prowincja pełna szeptów” może bardzo pomóc komuś, kto akurat pożegnał bliską osobę. Pani Enerlich z właściwą sobie wrażliwością przeprowadza czytelnika przez wszystkie etapy żałoby. Subtelnie i delikatnie opisuje owo odrętwienie, w jakim człowiek wówczas się znajduje, a także chęć zaszycia się gdzieś w bezpiecznym miejscu i ucieczki od otaczającego świata. Bardzo żałuję, że gdy sama byłam w takiej sytuacji, nie trafiłam na tak mądrą książkę, która uświadomiłaby mi, że moje odczucia są jak najbardziej naturalne i mam do nich pełne prawo.


Zakończenie „Prowincji pełnej szeptów” pozwala przypuszczać, że powstaną następne książki z tej serii. Ogromnie się z tego powodu cieszę, gdyż każda kolejna powieść pani Enerlich jest dojrzalsza, pełniejsza i coraz więcej wnosi do mojego życia.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu MG

                                        


niedziela, 3 sierpnia 2014

Wakacyjne powroty




To co dobre niestety szybko mija. Bałtyk zostawiłam daleko za sobą. Nie ma już plaży, rozgrzanego piasku i chłodnego morza. Nie ma rybki u Pani Eweliny, ani małego domku pod brzózką. Najbardziej jednak brakuje mi świeżego powietrza, rześkiego wiatru i morskiej bryzy. Każdego roku coraz gorzej znoszę upały, a nad morzem są one znacznie mniej dokuczliwe. Teraz próbuję przestawić się na stojące, duszne powietrze i żar lejący się z nieba.




Coraz bardziej zadziwia mnie to, że będąc nad morzem w ogóle nie tęsknię za domem. Wakacje kuszą wolnością i anonimowością. Wypoczywam tak jak lubię, nikt mnie nie zna, nikt nie ocenia według własnego uznania, nikt nie przykleja łatki. Chyba miałam ostatnimi czasy dość takich sytuacji  i choć na chwilę udało mi się od tego uciec. Wróciłam wypoczęta. Zniknęło gdzieś towarzyszące mi ostatnio zniechęcenie. Najważniejsze, że nabrałam trochę dystansu do samej siebie i do otaczającego mnie świata. Wiele spraw sobie przemyślałam, choć najważniejsze jeszcze przede mną. Doszłam do wniosku, że z każdym rokiem robię się coraz bardziej prowincjonalna. Uciekam od ludzi, lubię spokój, nie pociągają mnie już nadmorskie kurorty takie jak Kołobrzeg czy Mielno. Zdecydowanie bardziej wolę małe Sarbinowo, które jest tak usytuowane, że do morza jest zawsze blisko. Cały rok tęsknię za naszym Bałtykiem, więc kiedy już jestem na Wybrzeżu, chcę z morzem mieć jak najbliższy kontakt. I właśnie w Sarbinowie, dzięki przepięknej promenadzie jest to możliwe. Spacerowaliśmy po niej każdego dnia. Wyciszeni i spokojni, mogliśmy tak iść, iść, iść i patrzeć na morze, które każdego dnia było inne. Liczne restauracje i kafejki dają możliwość zjedzenia kolacji, czy wypicia kawy z pięknym widokiem na Bałtyk. Ech … już tęsknię. Sarbinowo: do zobaczenia za rokJ