środa, 16 kwietnia 2014

"Zamek z piasku" Magdalena Witkiewicz



Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: "Zamek z piasku"
Wydawnictwo: Filia
rok wydania: 2013
ilość stron: 284
moja ocena: 5/6



Jak rozpoznać prawdziwą miłość? Jak odróżnić ją od zauroczenia? Skąd wiedzieć, że osoba, którą właśnie spotkaliśmy jest nam pisana? Czy miłość jest skałą, która przetrzyma każdą burzę, czy też zamkiem z piasku, który najmniejsza fala może zniszczyć?

Weronika i Marek byli parą od czasów szkolnych. Zawsze nierozłączni, najlepiej czuli się we własnym towarzystwie. Ich ślub nikogo nie zaskoczył. Nieprzyzwoicie wręcz szczęśliwi, kochali się do szaleństwa. W końcu zapragnęli jeszcze większego szczęścia, które miało pojawić się wraz z dzieckiem. Niestety mijały miesiące, a marzenie się nie spełniało. Szczęśliwy i stabilny do tej pory związek zaczyna się kruszyć. Niespełnienie, jak zatruta strzała wbija się w serca Weroniki i Marka. Ona nie potrafi już o niczym innym myśleć. On nie może pogodzić się z tym, że brak dziecka przesłonił żonie cały świat. Ich drogi zaczęły się coraz bardziej rozchodzić. Czy małżeństwo Weroniki i Marka okaże się skałą czy też zamkiem z piasku?

Powieść Pani Magdaleny Witkiewicz wzbudziła we mnie całą masę skrajnych emocji. Od współczucia aż do złości. Od sympatii  do braku akceptacji. Gdybym miała w jednym zdaniu napisać o czym tak naprawdę ta książka jest, to chyba bym nie potrafiła. O miłości? O zdradzie? O bezpłodności? Czy też po prostu o problemach czyhających na małżeńską parę? Cóż … chyba o wszystkim po trochu, choć każdy z tych tematów został potraktowany dość powierzchownie.

W moim odbiorze twórczości Pani Witkiewicz zauważyłam pewną tendencję. Kiedy Autorka pisze na wesoło, z lekkim przymrużeniem oka, tak jak w „Milaczku”, czy też w „Balladzie o ciotce Matyldzie”, Jej bohaterki budzą moją sympatię. Natomiast kiedy Pani Witkiewicz porusza trudne, poważne tematy główne bohaterki mają zazwyczaj cechy, których nie potrafię zaakceptować. Początkowo bardzo współczułam Weronice. Cierpiałam razem z nią, gdy kolejne próby zajścia w ciążę kończyły się niepowodzeniem. Było mi przykro, gdy jej małżeństwo zaczęło się rozpadać. Jednak, gdy przypadkowa znajomość z Kubą zaczęła przeradzać się w coś głębszego, miałam ochotę krzyknąć: „Dziewczyno, opamiętaj się”. Weronika straciła bezpowrotnie w moich oczach i nie byłam już w stanie zaakceptować jej postępowania. Być może powiecie, że była po prostu samotna, czuła się zraniona i opuszczona, a Kuba był jedynie przyjacielem, z którym wymieniała maile. Jednak w pewnym momencie stał się dla niej ważniejszy od męża. To jemu zwierzała się z problemów i z nim dzieliła się radościami. W dodatku robiła to wszystko w tajemnicy. Czyż nie jest to zdrada? Najgorsze chyba jednak jest to, że Weronika cały czas miała świadomość, że Kuba jest w stałym związku, poznała jego partnerkę, a mimo tego bez wyrzutów sumienia ciągnęła ten związek.


To, że powieść wzbudza aż tyle emocji świadczy jedynie o tym, że Pani Magdalena Witkiewicz kolejny raz stanęła na wysokości zadania. Lubię książki, w których bohaterowie nie są chodzącymi ideałami, ale ludźmi z krwi i kości. Popełniają błędy, które łatwo jest dostrzec, gdy patrzymy na ich życie z boku. Jednak żyjąc tu i teraz łatwo zatracić się w niespełnionych marzeniach, które przesłaniają to co najważniejsze. Powieść z pewnością skłania do zastanowienia się nad sobą, nad swoim małżeństwem, a także nad tym jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się aby osiągnąć cel.

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Skrywana przeszłość" Anna Birger

Autor: Anna Birger
Tytuł: "Skrywana przeszłość"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2012
ilość stron: 326
moja ocena: 6!/6







Zewsząd otacza mnie ciemność. Otulam się nią jak bezpiecznym kokonem. Pragnę zapaść się w nią, zatracić i oddać marzeniom. Jednak sen nie nadchodzi. Wsłuchuję się w cichutkie posapywanie mojego synka. Patrzę na jego małe rączki, którymi mocno obejmuje ukochaną przytulankę. Na zewnątrz wiatr cichutko pogwizduje, a gałęzie jabłonki szeleszczą przyjaźnie. Mimo wszystko nie mogę zasnąć. Sięgam więc po książkę, sposób, który nigdy nie zawodzi. Zazwyczaj wycisza, uspokaja i pozwala oderwać się od własnych spraw. Tym razem wybór padł na „Skrywaną przeszłość” pani Anny Birger.

Fabuła wciągnęła mnie od pierwszych stron. Główna bohaterka, Laura od dziesięciu lat mieszka w Niemczech. Wyjechała tam ze swoją największą miłością. Dla niego zostawiła Polskę, dla niego zerwała kontakt z ukochaną babcią. Starsza pani nie mogła jej wybaczyć tego, że wyszła za mąż za Niemca, a Laura nie potrafiła zrozumieć jej uporu. Dzień dziesiątej rocznicy ślubu miał być uroczystym, od dawna planowanym świętem. Radosny nastrój psuje telegram z wiadomością o śmierci babci Ireny, który robi na Laurze większe wrażenie niż początkowo sądziła. Pakuje się i wyjeżdża do Warszawy na spotkanie z przeszłością. Na miejscu okazuje się, że jedynym spadkiem, jaki pozostawiła jej babcia jest zielone pudło, a w nim drobno zapisane zeszyty. Laura wbrew samej sobie zaczyna czytać i już od pierwszego zdania wie, że od tej chwili nic już nie będzie takie samo…

Przerwałam czytanie sądząc, że spokojnie zasnę. Jednak, tak jak Laurę wzywały wojenne pamiętniki babci, tak mnie wzywała książka pani Birger. Wróciłam do niej aby wraz z główną bohaterką odkrywać największą prawdę dotychczas tak skrzętnie skrywaną. Zamknęłam powieść na ostatniej stronie o drugiej w nocy. Wiedziałam, że już nie zasnę. Wiatr nie pogwizdywał, a dął złowrogo. Gałęzie jabłonki układały się w mroczne cienie, które sunęły po szybie przypominając dusze idące w szeregu do nieba. Tysiące, miliony dusz. Widok mojego dziecka, który zawsze tak bardzo mnie rozczulał, teraz wzbudził przerażenie. Patrząc na synka nie mogłam pozbyć się myśli, że gdybyśmy żyli w innych czasach, gdyby tylko dosięgły nas szpony hitlerowców, on nie miałby szans, podobnie jak mój starszy syn. Tacy mali, niewinni, bezbronni. Ile takich dzieci zostało zamordowanych? Ile matek patrzyło na ich śmierć? Czy zadawać pytanie „dlaczego”? Kto na to pozwolił? Co musiało się stać, że zwykli ludzie stali się katami? Nie będę Wam opisywać myśli, jakie dręczyły mnie tamtej nocy. Znając z historii realia obozów koncentracyjnych z czasu II wojny światowej, sami możecie sobie to wyobrazić.

Cokolwiek chciałabym napisać o tej książce wydaje mi się zbyt błahe. Jaka jest fabuła? Jacy są bohaterowie? Fabuła to życie, wojna, lęk, którego my (mam nadzieję) nigdy nie poznamy. Fabuła to śmierć tonąca w morzu łez. A bohaterowie? Stoją w pasiakach, z pustką w oczach. Ludzkie szkielety. Żywi to jeszcze czy już umarli? Co mam Wam napisać, czego sami nie wiecie? Historia opisana przez Panią Birger jest wstrząsająca. To przejmujące świadectwo okrucieństwa, ale i woli życia. Przeczytajcie jeśli macie odwagę.

wtorek, 8 kwietnia 2014

"Uśpione marzenia" Natalia A. Bieniek



Autor: Natalia A. Bieniek
Tytuł: "Uśpione marzenia"
Wydawnictwo: Replika
rok wydania: 2014
ilość stron: 320
moja ocena: 5/6






My, kobiety nie mamy w życiu łatwo. Ciągle wspinamy się pod górę. Szczyt majaczy w oddali i wydaje się być na wyciągniecie ręki. Kiedy ją jednak wyciągamy, pojawiają się nowe przeszkody. Awans w pracy, podwyżka, kolejny kredyt, dodatkowe kursy, szkolenia itp. Współczesny świat stawia przed nami wiele wyzwań. Nie wypada już być tylko żoną i matką. Warunkiem koniecznym do zdobycia szacunku w społeczeństwie jest pogodzenie tej roli z prężnie rozwijającą się karierą. Musimy być zawsze piękne, zadbane, a poza tym dobrze wykształcone i w pełni dyspozycyjne. My, kobiety XXI wieku.

Anna i Ewa są siostrami jednak różni je praktycznie wszystko. Anna od dziecka była grzeczną, wzorową uczennicą. Miała jasno określony cel i trzyma się go do dziś. Jej priorytetem jest kariera, bo aby być kimś trzeba coś osiągnąć. Udało jej się to w stu procentach. Pracuje w banku na wysokim stanowisku, ma męża i dwójkę malutkich dzieci. Oczywiście świetnie godzi rolę matki z pracą. Przez większość dnia dziećmi zajmują się opiekunki, ale mama zawsze zdąży na wieczornego buziaka.
Ewa jest zupełnie inna. Sama nie wie czego chce. Nie może znaleźć odpowiedniej pracy, popada w długi, nie potrafi również ułożyć sobie życia osobistego.
Siostry rzadko się widują. Wkrótce jednak los sprawia, że ich drogi znów się spotykają. Czy odnajdą wspólny język?

„Uśpione marzenia” to pierwsza powieść Pani Natalii A. Bieniek. Dotychczas Autorka opublikowała jedynie opowiadanie „Diabeł morski” pod pseudonimem Agata Bieniek. Na lekturę „Uśpionych marzeń” miałam ochotę odkąd zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach. Moją uwagę przykuła niezwykle klimatyczna okładka i bardzo zachęcający opis. W trakcie czytania okazało się jednak, że okładka zupełnie nie pasuje do treści, a opis zdradza praktycznie całą fabułę. Mimo wszystko spędziłam z powieścią kilka udanych wieczorów. Z przyjemnością poznawałam pogmatwane losy dwóch sióstr splatające się w historię rodzinną, która z powodzeniem może stać się udziałem każdego z nas. Właśnie ta życiowość i twarde osadzenie fabuły we współczesnej rzeczywistości są dla mnie największymi zaletami tej powieści. Dzięki temu wiele kobiet może odnaleźć w niej część siebie. Dziś kobiecie nie jest łatwo sprostać wszystkim wyzwaniom, które stawia przed nią życie. Każda matka wie, jak trudno jest pogodzić macierzyństwo z karierą. Zawsze trzeba z czegoś rezygnować. Albo inwestujemy w siebie kosztem czasu spędzanego z dziećmi albo też wychowanie naszych pociech powierzamy dziadkom bądź opiekunkom. Autorka w „Uśpionych marzeniach” przedstawiła dwa kontrastujące ze sobą światy. Z jednej strony mamy kobietę, którą w dzisiejszych czasach można stawiać za wzór. Ma wszystko co dziś jest tak cenione: wysokie stanowisko, pieniądze, aktywnie i nietuzinkowo spędzany czas wolny, a przy tym piękny dom i dwójkę dzieci. Czy jest szczęśliwa czy też tak dobrze gra swoją rolę, że sama zapomniała o tym co jest najważniejsze?
Całkowitym przeciwieństwem poukładanej Anny jest jej siostra Ewa. Chciałaby osiągnąć wiele jednak zupełnie nie wie jak się do tego zabrać. Nie chce iść na kompromis ani zrezygnować z marzeń. Jednak przy tym całkowicie pozostaje sobą. Nie gra żadnej roli.


„Uśpione marzenia” to studium trudnych relacji rodzinnych. Problemy i  niedomówienia zakorzenione przed laty teraz owocują wzajemnymi żalami i pretensjami. Każda z sióstr inaczej postrzega rzeczywistość, każda ma inne wspomnienia. Los sprawił, że muszą na nowo się z nimi zmierzyć i dokonać wzajemnej konfrontacji.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce Pani Natalii A. Bieniek 

poniedziałek, 31 marca 2014

"Kto jak nie ja?" Katarzyna Kołczewska

Autor: Katarzyna Kołczewska
Tytuł: "Kto jak nie ja?"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2013
ilość stron: 480
moja ocena: 6!/6












Tak bardzo chcielibyśmy wierzyć, że życie to bajka. Chociaż czasem ścieżki bywają kręte, droga wyboista, a księcia z bajki zły czarodziej zamienia w kata. Jednak póki człowiek żyje, póty jest nadzieja. Wierzymy w szczęśliwe zakończenia, spełnienie marzeń, a szczęście staje się priorytetem. Życie lubi jednak pisać własne scenariusze. Czasem to co ma nam do zaoferowania przerasta zwykłego człowieka i po prostu ścina z nóg. My, dorośli mamy wybór. Albo jakoś się pozbieramy albo uciekniemy w alkohol, narkotyki bądź leki. A dziecko? Jaki ono ma wybór?

Anna Słabkowska wie, że przegrała swoje życie. Pani doktor, ginekolog od siedmiu boleści, która nikomu nie potrafi już pomóc. Nie ma w niej współczucia, nie ma chęci pomocy ani nawet zarobku. Zawiodła samą siebie i swoją rodzinę. Teraz pragnie już tylko zamknąć się w czterech ścianach i nieustannie topić smutki w alkoholu. Jednak los zdecydował za nią. W wypadku samochodowym ginie jej siostrzenica wraz z mężem. Siostra Anny, na wieść o tym co się stało dostaje rozległego zawału. Ktoś musi się zająć osieroconą, trzyletnią dziewczynką. Kto, jeśli nie ona, Anna Słabkowska? Najmniej odpowiednia, a zarazem jedyna osoba pod słońcem.

Książka zrobiła na mnie wręcz piorunujące wrażenie. Wzbudziła całą masę emocji, o które nigdy się nie podejrzewałam. Złość szła w parze ze smutkiem, czasem pojawiała się nadzieja jednak dominowała wszechogarniająca bezsilność. W sercu narastał coraz większy smutek, bowiem z każdą przeczytaną stroną uświadamiałam sobie, że taka historia mogła się wydarzyć. Żadna z dotychczas czytanych przeze mnie książek o podobnej tematyce nie była aż tak prawdziwa. Zazwyczaj kończyły się w momencie, gdy dziecko o wyglądzie i usposobieniu małego aniołka odmieniało zatwardziałe serce nowego opiekuna. Bajka, w którą wszyscy chcemy wierzyć. Prawda jednak rzadko bywa aż tak cukierkowa. Pani Kołczewska miała odwagę to pokazać. Ola nie ma w sobie nic z aniołka. To zwyczajne dziecko, z krwi i kości, któremu nagle zawalił się cały świat. Pozbawione opiekuńczych ramion ukochanych rodziców, domu i ulubionych zabawek. Bez słowa wyjaśnienia oddane obcej kobiecie, która nie ma pojęcia, jak opiekować się dziećmi. Co może czuć taki mały człowiek? W jaki sposób ma się buntować? Jak zrozumieć sytuację?

Najłatwiej byłoby osądzić Annę. W końcu to tylko stara alkoholiczka, którą przerosło życie. Ja jednak nie mam zamiaru rzucać w nią kamieniami. Macierzyństwo nie było jej powołaniem, a jednak radziła sobie jak mogła. Popełniała błędy i uczyła się na nich, wyciągała wnioski, ponosiła konsekwencje złych decyzji. Wyznaczała sobie cele i pokonywała własne słabości. Robiła to, choć wcale nie chciała. Wychowywanie Oli było jak stąpanie po wyjątkowo grząskim gruncie. Jeden fałszywy ruch i można spaść w dół.

Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że Autorka pokazała nam również losy głównych bohaterek po kilkunastu latach. Jak wyglądało ich życie? Czy Anna sprostała roli, którą wyznaczyło jej życie? Musicie koniecznie przekonać się sami.

„Kto jak nie ja?” to wyjątkowo wzruszająca, a jednocześnie bardzo wartościowa powieść, której tematem przewodnim jest życie w czystej postaci. Bez lukrowej otoczki, z wszystkimi jego wadami. To historia bolesnego dojrzewania nie tylko dziecka dotkniętego tragedią, ale także kobiety, która swoje życie spisała już na straty. Jest to też książka o trudach wychodzenia z nałogu, pokonywaniu własnych słabości i wyjątkowo bolesnych narodzinach miłości.

Jednym słowem jest to wspaniała i niezwykle dojrzała powieść, której długo nie zapomnę.

środa, 26 marca 2014

"Mariska z węgierskiej puszty"Consilia Maria Lakotta




Autor: Consilia Maria Lakotta
Tytuł: "Mariska z węgierskiej Puszty"
Wydawnictwo M
rok wydania: 2014
ilość stron: 352
moja ocena: 5/6











Węgry to łany zbóż, szumiące potoki i bezkresne równiny, przez które wiatr gna rzewne dźwięki skrzypiec bądź skoczne takty czardasza. To kraj tak bardzo podobny do naszej Polski. Swego czasu kontakty polsko – węgierskie były znacznie częstsze i bardziej przyjacielskie. I to zarówno w charakterze politycznym jak i turystycznym. Mawiało się przecież , że „Polak, Węgier dwa bratanki”. Dziś już tak chętnie nie odwiedzamy tego pięknego kraju, a za cel wakacyjnych wycieczek obieramy raczej kraje zachodnie. A szkoda. Może kiedyś znów połączy nas muzyka, śpiew i czardasz.

Mariska i Jaros trzynaście lat czekali aby w końcu być razem. Obydwoje byli zdani na łaskę hrabiego von Czolnego, który nie chciał zwolnić ze służby zdolnego czikosa i pracowitej Mariski. Jednak nieustępliwość dziewczyny i pomoc młodej hrabianki zmiękczyły jego serce. Po ślubie Mariska i Jaros zajmują się prowadzeniem miejscowej gospody i przeprawą przez rzekę Cisę. Dzięki pracowitości Mariski pięknieje gospodarstwo, które dotychczas prowadzone było niewprawną, męską ręką. Wkrótce na świat przychodzi ich syn Michael. Jednak radość z jego pojawienia się zostaje zakłócona wieścią o zbliżającej się wojnie. Niebawem Jaros zostaje powołany do wojska i miną długie miesiące zanim znów ujrzy żonę i syna. Jak potoczą się dalsze losy Mariski i jej bliskich? Czy przetrwają wojenną zawieruchę?

Nie sądziłam, że książka zrobi na mnie aż takie wrażenie. Urzekła mnie historia prostej kobiety, której mądrości mógłby pozazdrościć nie jeden uczony. Mariska szła przez życie z pokorą przyjmując ciosy i z ogromną wiarą, że to wszystko co się dzieje ma jakiś głębszy sens. Nigdy nie zwątpiła, choć los wielokrotnie wystawiał ją na próbę. Czasy, w których przyszło jej żyć były wyjątkowo okrutne. Pierwsza wojna światowa zebrała swoje żniwo, druga była jeszcze okrutniejsza, a potem nastała era komunizmu, który z uporem tępił tak głęboko wierzących ludzi jak ona. Ową niezłomność, konsekwencję i wiarę starała się też wpoić swoim dzieciom. Syn i córka poświęcili swoje życie Bogu, choć każde z nich z innych powodów. Bliżej poznajemy losy Michaela, który jako ksiądz w czasie komuny nie miał łatwego zadania. Jego wiara została wystawiona na próbę. Czy dotrzymał zasad wpojonych mu przez matkę? Czy zdał egzamin, przed którym postawiło go życie?


„Mariska z węgierskiej puszty” to opowieść codzienności zwykłych, prostych ludzi, którym przyszło zmierzyć się z epokowymi, światowymi wydarzeniami. Historia zagląda pod strzechy burząc spokój i wystawiając na ciężką próbę ich wiarę w Boga i patriotyzm. Jest to też powieść o przyjaźni, która wykracza poza bariery narzucone przez ustrój, a także o mądrości drzemiącej w sercach zwykłych, prostych ludzi.

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję Wydawnictwu M

                                                  


poniedziałek, 24 marca 2014

Wyniki konkursu z okazji Dnia Kobiet


Bardzo dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi. Okazuje się, że marzenia kobiet są podobne. Wszystkie tęsknimy za miłością, marzymy o szczęściu i własnym domu. Chcemy być kochane, akceptowane. Pragniemy aby choć w ten jeden dzień nasi panowie okazali nam, ile dla nich znaczymy. Sprawili byśmy poczuły się ważne i doceniane. Cóż ... niby nie jest to wiele, a jednak różnie z tym bywa, szczególnie po kilku latach małżeństwa. Łatwiej wtedy kupić wielki bukiet kwiatów, który potem więdnie w wazonie niż okazać prawdziwe uczucia.
Wybór był bardzo trudny. Nie sądziłam, że biorę na siebie aż tak ciężkie zadanie. Najchętniej nagrodziłabym każdą z Was. Mam nadzieję, że Wasze marzenia się spełnią, czego z całego serca Wam życzę.

Najbardziej przypadła mi do gustu wypowiedź Antykwariatu z ciekawą książką.
Serdecznie gratuluję i proszę o podanie adresu do wysyłki.

"Wymarzony Dzień Kobiet który z pewnością wprawiłyby w ruch moją własną machinę uczuć, powodując obfity wylew dobrych emocji, łez i wzruszeń, związany jest z moją ukochaną książkową serią: "Jeżycjada". Idealne miejsce, które w mojej głowie tworzy magiczne i pochłaniające fluidy, jest przepiękny Poznań. Miasto, które od dzieciństwa kojarzy mi się z ciepłem i rodzinną atmosferą, malowniczymi kamienicami i przede wszystkim ulicą Roosevelta. Wyobrażenie zbudowane tylko na bazie ukochanych książek. I tu zaczyna się wyboista droga do wymarzonego Dnia Kobiet! Jako że mój chłopak nie czyta książek z gatunku obyczajowe, już na wstępie, postawiłabym przed nim niemałe wyzwanie związane z zapoznaniem się z serią, żeby mógł dokładnie wiedzieć, w które miejsca mnie zabrać. Chciałabym chodzić śladami swoich bohaterów, stawiać kroki w miejscach, gdzie żyły fikcyjne postacie, odwiedzić wszystkie te miejsca, które są nieodłącznie z nimi związane. Wyruszylibyśmy o brzasku, by świąteczne śniadanie zjeść już w jednej z tych restauracji, w której nierzadko gościła rodzina Borejków. Następnie udalibyśmy się na romantyczny spacer, wprost na słynną ulicą Roosevelta, by móc wreszcie zobaczyć najważniejsze miejsce, serce wydarzeń - kamienice, w której mieszkali Borejkowie. Oprócz tego chłopak zabrałby mnie do teatru na spektakl, w którym gwiazdą była przecież Kłamczucha oraz na Jeżycki Rynek, gdzie niegdyś handlowała swoimi wyrobami Ida Borejko. Wymarzony dzień, dzięki którym mogłabym poczuć prawdziwą atmosferę książki!"


Mam nadzieję, że wybierzesz się do Poznania śladami rodziny Borejków. Kto wie, może nawet się tam spotkamy. W końcu do stolicy wielkopolski mam niedaleko:)

czwartek, 20 marca 2014

Nikt nie widział, nikt nie słyszał..." Małgorzata Warda

Autor: Małgorzata Warda
Tytuł: "Nikt nie widział, nikt nie słyszał..."
Wydawnictwo: Świat Książki
rok wydania: 2010
moja ocena: 5,5/6







Tik, tak. Zegar miarowo odmierza czas. Sekundy nieubłaganie zmieniają się w minuty, minuty w godziny. Ile to już minęło lat? Patrzysz na swoje odbicie w lustrze i widzisz dorosłą kobietę, ale w środku ciągle jesteś małą dziewczynką, która czeka na siostrę. Przyglądasz się swoim włosom i twarzy. Z lustra spoglądają na Ciebie wielkie smutne oczy.
- Czy jesteśmy do siebie podobne? – pytasz - Może mijam Cię na ulicy i nawet o tym nie wiem? Gdzie jesteś siostro?

Sara i Lena wychowywały się w nietypowych warunkach. Matka odeszła tuż po urodzeniu młodszej z dziewczynek. Ojciec radził sobie jak mógł. Niecierpliwy duch gnał go z miejsca na miejsce, a razem z nim tułały się córki. Kolejne miejsca, kolejne twarze, tylko one – siostry zawsze razem. Jeden feralny dzień zmienia wszystko. Sara wychodzi pobawić się na dworze, a Lena ma do niej dojść później. Niestety mała Sara znika. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Czy siostrom będzie jeszcze dane się spotkać?

Jak zwykle twórczość Pani Małgorzaty Wardy utrzymana jest na bardzo wysokim poziomie. Autorka potrafi świetnie budować napięcie i trzymać czytelnika w niepewności do samego końca. Temat, którego podjęła się Pani Warda jest wyjątkowo trudny i szczególnie bolesny. Pomimo że policja dysponuje coraz lepszymi metodami wykrywania przestępstw, odsetek zaginięć ciągle jest wysoki. Wiele z tych osób niestety nigdy się nie odnajduje, a rodziny żyją w ciągłej niepewności co do losu swoich bliskich.

Autorka w powieści „Nikt nie widział, nikt nie słyszał…” snuje opowieść zarówno z perspektywy osoby, która powoli odkrywa, że w dzieciństwie została porwana, jak i z perspektywy rodziny, która musi nauczyć się żyć dalej. Pani Warda nie skupiła się na porywaczach, dając głos jedynie pokrzywdzonym. Charaktery głównych bohaterek są wyraźnie nakreślone. Widać wewnętrzne rozdarcie i skrajne emocje nimi targające.
Lena – siostra zaginionej Sary, choć dorosła ciągle żyje tym, co wydarzyło się dawno temu. Nie jest w stanie ułożyć sobie życia.  Błądzi, gubi się. Nie mogąc odnaleźć siostry, nie może odnaleźć również samej siebie.
Agnieszka na stałe mieszka w Paryżu. Największą jej bolączką są trudne relacje z matką. Dziewczyna nie może jej wybaczyć tego, że kiedyś oddała ją na wychowanie obcej kobiecie. Kiedy w końcu zamieszkały razem, nie udało się już odbudować tego, co runęło dawno temu. Agnieszka powoli zaczyna odkrywać, że to co łączy ją z matką nie jest jedynym problemem  w jej życiu.
Poznajemy także historię Moniki po kilkunastu latach uwolnionej z rąk porywacza. Jej zachowanie wydaje się być całkowicie irracjonalne, bowiem nie potrafi się cieszyć ani nie dąży też do spotkania z rodziną.

Lena, Agnieszka i Monika – trzy historie, trzy złamane życia. Ich losy przenikają się. Czy któraś z dziewczyn jest zaginioną Sarą? Nie zdradzę. Powiem jedynie, że zakończenie jest zaskakujące i pełne emocji.


„Nikt nie widział, nikt nie słyszał…” to wzruszająca historia porwanych osób, które dorosły z dala od swoich bliskich. Po przeczytaniu tej książki z pewnością będziecie bardziej uważać na własne dzieci.